14 grudnia 2019

Kolejna babcia w mojej pracowni.

Gdy w szkole średniej szyłam na takiej maszynie czułam do niej wstręt. Tak tak - marzyłam o nowej, zgrabnej i pachnącej nowością maszynie z mnóstwem ściegów a nie o topornym Łuczniku. Teraz, gdy życie zmusiło mnie do zakupu starego Singera, dziękuję Bogu, że szyje jak marzenie.



Od przeszło 2 tygodni czekam na nową, nieśmiganą Husqvarnę Jade 2.0. Byłam pewna, że po dokonaniu zakupu maszyna będzie u mnie maksymalnie do 3 dni a tu właśnie mija drugi tydzień i maszyny nie widać. Pomijając fakt, że jestem wściekła a zarazem wybitnie zniesmaczona zachowaniem sprzedającego to właśnie ta sytuacja wymogła na mnie zakup kolejnej (już) maszyny.

Miałam plan aby oddać obie moje Husqvarny do naprawy gdy tylko nowa maszyna do mnie dotrze - w jednej nie działa docisk stopki a w drugiej nie działa pokrętło regulacji położenia igły i tym samym nie ma także ściegu zygzakowego. Poza tym jest nieco krzywo złożona i to trzeba poprawić. Dotychczas szyłam na Husqvarnie Prelude 370 ale bardzo brakuje mi tego, że nie mogę zmienić pozycji igły. I zygzaka też brakuje bo w przeróbkach używam go dość często.

Do świąt ledwo 10 dni, szycia i przeróbek od groma a moje maszyny ledwo szyją. W akcie desperacji zerknęłam na olx i znalazłam starego Singera 833 z lat 80-tych za zawrotną kwotę 60 zł. W ogłoszeniu było zaznaczone, że maszyna szyje ale pętelkuje.
OK, szybka kalkulacja: 60 zł za maszynę + minimum 100 zł za serwis. Czas oczekiwania - do 2 dni roboczych. Decyzja zapadła: biorę!
Przytachałam tego żelaznego smoka z Chorzowa Batorego i w domu na spokojnie popatrzyłam co jest nie tak.
Sprawa pętelkowania okazała się błahostką - Pani, od której kupiłam maszynę nie wiedziała, że wystarczy zmienić naprężenie nici, nieco bardziej dociągnąć nić. Teraz maszyna szyje jak złoto, nic a nic nie pętelkuje i jak mały czołg prze do przodu. Aż sama się zdziwiłam, że tak niewiele wystarczyło, spodziewałam się duuuużo większych problemów.
Tak więc piątek 13-go okazał się być dla mnie dniem szczęśliwym.




Dziś sobota, ja w pracy i cały czas zasuwam na Singerze. I już go kocham. Jak dla mnie to ta maszyna jest świetna! Ciężka jasna cholera ale za to ma kilka fajnych rozwiązań:
* chwytacz rotacyjny - zdecydowanie bardziej lubię niż wahadłowy
* zatrzaskowy system mocowania stopek
* wymiana igieł bez użycia śrubokręta
* świetna stopka do wszywania zamków krytych - moim zdaniem najlepsza z tych wszystkich, których do tej pory używałam
* ścieg prosty elastyczny - jak ktoś nie ma overlocka
* kilka ściegów elastycznych + zygzaki w różnych wariantach
* wolne ramię a zarazem całkiem sporych rozmiarów stół powiększający pole pracy - poza tym bardzo łatwo można go zdemontować, jednym przyciskiem

Co mi się w niej nie podoba:
* pożółkły kolor obudowy - ze starości
* brak rączki do przenoszenia - dlaczego?!
* umieszczenie żarówki - można się sparzyć gdy obudowa nagrzeje się (ja już się oczywiście sparzyłam - wiadomo)
i tyle



Dzięki Singerowi 833 znów chce mi się szyć. Przez te problemy z Husqvarnami naprawdę wszystkiego mi się odechciewało. Cóż z tego, że obie maszyny jako tako szyją, skoro cały czas zastanawiałam się kiedy w której coś strzeli. Słowem: szycie z duszą na ramieniu.


Mam nadzieję, że w tym tygodniu Jude 2.0 w końcu do mnie dotrze a wówczas Singer poleci do znajomego mechanika na serwis. Niech dziadek go obejrzy, wyczyści, przesmaruje i odda w moje rączki :) Nie wiem jak długo maszyna nie była w serwisie, być może gumowe elementy sparciały i trzeba je wymienić. Wolę dmuchać na zimne niż eksploatować maszynę na maxa a potem płakać, że coś nie działa. Wam też tak radzę zrobić bo nie znacie dnia ani godziny, kiedy Wasza ukochana maszyna odmówi posłuszeństwa. Poza tym serwis jest zwykle tańszy niż naprawa ;)

Pozdrawiam!
Sus

8 komentarze

  1. Miałam kiedyś wizualnie bardzo podobnego Łucznika (cóż, taki był szacunek dla własności intelektualnej w PRL...). Nie był najgorszy, ale podejrzewam, że oryginalny Singer z podobnej epoki jest o niebo lepszy. Niech Ci się szyje jak najlepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem to Łuczniki (faktycznie bardzo podobne, bez jednego pokrętła) były produkowane na licencji Singera. Wizualnie niemal identyczne ale być może co Niemiec to Niemiec ;)

      Usuń
  2. Jejku, jak ja kocham maszyny do szycia! I olx ;) oby smigała i sluzyla jak najdluzej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także wręcz ubóstwiam olx, znajduję tam mnóstwo fajnych rzeczy :D

      Usuń
  3. Nie ma rączki bo one często były wmontowane w stół albo były w walizce, a żarówkę można wymienić na ledową. Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to prawda ale skoro już produkowali jedne wmontowane w stół a drugie przenośne to mogliby jednak tym drugim dołożyć rączkę.

      Usuń
  4. Tak tak ostatni Łucznik, który wyszedł z podstawą żeliwną, jest właśnie bardzo podobny do tej maszyny.
    Co więcej - ja go mam od 31 lat i wciąż na nim szyję i jeszcze mnie nigdy nie zawiódł.
    Zuziu dużo zdrówka, dużo sił na ten nowy rok. Żebyś miała ręce pełne roboty.
    Ale też żeby był czas dla męża i synka hi hi
    mało tu komentuje, ale jestem wciąż tobą
    pozdrawiam cię serdecznie z Wrocławia i życzę fantastycznego nowego roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że wciąż jesteś ze mną :) Myślę, że większość osób przeniosła się na gruby facebookowe ale widzę, że ludzie wracają jeśli szukają jakiś konkretnych informacji w necie :)
      31 lat to zacny wiek - oby Łucznik służył co najmniej drugie tyle :)
      Serdecznie pozdrawiam i również życzę samych pomyślności w Nowym Roku :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie :)