29 grudnia 2019

O Husqvarnie Jade 20 słów kilka

Życie zmusiło mnie do zakupu nowej maszyny. I ciężko w to uwierzyć ale tym razem zainwestowaliśmy (razem z mężem) w pełni skomputeryzowaną maszynę wieloczynnościową. Przeskok ogromny ale za to sentyment do marki Husqvarna pozostał.
Z góry uprzedzam - powstał długi tekst okraszony sporą ilością zdjęć.



Obie moje Husqvarny (Daisy i Prelude) ciężko pracują dla mnie przez cały rok. Faktem jest, że prowadząc punkt poprawek krawieckich szyję ubrania z tkanin cienkich jak i z grubych i trudnych w szyciu. Tych drugich staram się unikać właśnie ze względu na to, że nie mam maszyn przemysłowych tylko domowe. Niestety zakup przemysłówki nie wchodził w grę ponieważ raz, że miejsca mam mało a dwa to korzystam także z innych ściegów poza prostym.

I zdarzyło się niestety tak, że Preludka zaniemogła. Mąż z dobroci serca próbował ją naprawić ale coś urwał i od tego czasu maszyna nie posiada regulacji ustawienia igły oraz szerokości ściegu. Dla mnie to katastrofa. Szybko przesiadłam się na Daisy ale u niej z kolei zaniemógł docisk stopki. Zatem muszę równocześnie oddać obie maszyny do naprawy. No ale na czymś szyć muszę - stąd zakup nowej maszyny, podobno najlepszej w swoim przedziale cenowym.




Nie chcę tu Wam słodzić i pisać jaka to piękna i wspaniała maszyna - chcę rzetelnie opisać swoje pierwsze wrażenia z szycia a za jakiś czas (powiedzmy 2-3 miesiące) zrobić uaktualnienie i napisać co mi się w niej podoba a co nie. Mechanik patrzy na nią pod kątem awaryjności i jakości materiałów z których jest złożona - ja patrzę pod kątem ergonomii i tego jak radzi sobie z różnymi tkaninami. Czy po prostu daje radę w małym punkcie poprawek krawieckich.


Pierwsze wrażenie - wow ale kosmos! Maszyna, która jest nie tylko maszyną ale i obudową maszyny ;) Tak, tak - wystarczy przekręcić pokrętło i wysunąć schowek na pedał i już mamy maszynę do szycia. Śmieszna a zarazem szalenie praktyczna sprawa.


Jakość plastików jak i spasowanie elementów na medal. Plastiki sprawiają wrażenie mocnych i twardych, nie błyszczą się co dla mnie jest dużym plusem bo zdecydowanie wolę mat niż połysk. Wszystkie poszczególne elementy są dobrze spasowane, nie ma szpar przez które mogłyby wlatywać paprochy i pył z tkanin.
Maszyna jest szersza niż Daisy i Preludka i sprawia wrażenie takiego małego niemieckiego czołgu ;) Pewnie dlatego, że cała jest zabudowana.


Przyznam, że po otrzymaniu maszyny przez caluśki jeden dzień przyglądałam się jej badawczo i ehm... bałam się na niej szyć ;) Jestem człowiekiem starej daty i takie komputerowe ustrojstwo trochę mnie onieśmielało. Niemniej drugiego dnia, gdy chłopaki pojechały na łyżwy, na spokojnie usiadłam i spróbowałam nawlec nitkę. Okazało się to dziecinnie łatwym zadaniem i maszyna wykonała dla mnie swój pierwszy prosty szew. Potem zaczęłam klikać i próbować nowych ustawień - wszystko w Jade 20 jest intuicyjne i dobrze przemyślane.
Jakby co jest także duża ściąga na otwieranej obudowie maszyny - ta obudowa podczas szycia musi być podniesiona o czym zaraz więcej napiszę.



Maszyna jest wyposażona w chwytacz rotacyjny, posiada także duuuużą płytkę ściegową z podziałką dla łatwiejszego szycia.







 

Maszyna ma  wbudowany, opuszczany nawlekacz igły - super sprawa, niestety wciąż się zapominam i często igłę nawlekam ręcznie. Lata przyzwyczajenia robią swoje ;)


Maszyna została wyposażona w funkcję automatycznego szycia bez użycia pedału - przyda się podczas długiego i prostego szycia. Jest także regulacja prędkości szycia.
Fajnym rozwiązaniem jest pozycjonowanie igły - można ustawić igłę aby była zawsze w górze albo zawsze w dole. Jest i automatyczne ryglowanie na początku szwu i na końcu. Nie ma automatycznego obcinania nici po zakończonym szyciu - to nie przemysłówka.


Dużym plusem jest oświetlenie led. Przyznam, że w  mojej pracowni oświetlenie jest kiepskie i dobre, jasne światło jest bardzo potrzebne. Maszyna posiada dwa wysuwane, podręczne schowki. Jeden z  przodu (biały) a drugi z tyłu (szary). W schowkach nie ma osobnych przegródek na szpulki (jak w moich starych Husqvarnach) i wszystko wala się w jednym wielkim kłębie. Takie sobie to rozwiązanie. Ja z przodu trzymam szpulki na nici i podstawowe stopki a reszta mniej używana leży w tylnym schowku.
Wolne ramię pojawia się po całkowitym wysunięciu schowków. Dobre na jeansy i szersze spodnie - wąskie rękawy i wąskie nogawki oczywiście nie wchodzą. Coś za coś.



Bardzo fajnym rozwiązaniem jest automatyczne obszywanie dziurek pod rozmiar guzika. Mamy do wyboru kilka rodzajów dziurek i muszę przyznać, że wychodzą całkiem nieźle. Aby dziurka pasowała idealnie pod rozmiar guzika potrzebna jest specjalna stopka (jest w zestawie). Cudowna sprawa - dziurki robią się same. Szczerze to nie mam talentu do robienia dziurek i często przy tej czynności nieźle się stresowałam.


Akcesoria dodatkowe - oto one:



Jakieś minusy? Of course. Ale niedużo póki co:
- przód maszyny jest mocno zabudowany przez co muszę nieco zniżać głowę aby dobrze widzieć miejsce w którym szyję. Nie wiem czy dobrze wytłumaczyłam ale albo musiałabym siedzieć niżej albo musiałabym mieć wyższy stół z maszyną aby moje oczy miały lepszy kontakt wzrokowy ze stopką. Wszystkie moje poprzednie maszyny są mniej zabudowane z przodu i myślę, że muszę się przestawić i przyzwyczaić.
- jeśli maszyna trafi na wyjątkowo trudny fragment do przeszycia (np. podwójny szew w jeansach) to może się zatrzymać i dalej nie szyje. Trzeba spokojnie pomóc jej kołem napędowym.
- trzeba szyć z podniesioną klapką aby móc np. wcisnąć przycisk ryglowania albo zmienić pozycję igły.
Nic więcej póki co nie przychodzi mi na myśl.

Jak się szyje? Po prostu świetnie
.
Teraz szycie to przyjemność - mówię to z ręką na sercu. Dźwięk jaki wydaje podczas włączania i szycia jest taki przyjemny - w ogóle to jest cichą maszyną. Z kolei Staszek jest zachwycony ilością ściegów ozdobnych (cukierki, serduszka, gwiazdki, szlaczki, kokardki) które można dowolnie modyfikować. Raz mu pokazałam co i jak i teraz ciągle chce coś zmieniać. Wiadomo, że często nie będę ich używać ale fajnie że są. Myślę, że czasem będę z nich korzystać do ozdabiania odzieży dziecięcej.
Zachwycam się wszywaniem zamków krytych - igła na maxa przesunięta w lewo lub w prawo i zamek pięknie i równo wszyty (w starych maszynach coś jest rozregulowane bo często igła uderzała w płytkę ściegową łamiąc się i oczywiście niszcząc samą płytkę).
Igła zawsze w górze lub w dole (w zależności jak sobie ustawię) - po prostu siadasz i szyjesz i nie myślisz o tym czy igła zostanie w tkaninie czy nie. Będzie tak jak chcę JA :D
Porządny docisk stopki - jak mi tego brakowało! Maszyna szyje równo, prosto i dokładnie a tkanina się nie wysuwa i nie przesuwa na boki. No i ten siedmio punkowy mechanizm transportu robi swoje.
Możliwość zmiany ustawień - jeszcze nie mogę się przestawić, że wszystko działa za pomocą guzików a nie pokręteł ale to bardzo przyjemne tym bardziej że na wyświetlaczu widzę szerokość i długość ściegu.
Ściegi wzmocnione w tym prosty elastyczny - on akurat jest w starym Singerze ale w Husqvarnach go nie było a to ciekawa alternatywa od ściegu overlockowego. Możliwość szycia podwójną igłą też jest choć jeszcze nie korzystałam.
Wygląd - no cóż to kwestia gustu ale dla mnie ta maszyna jest absolutnie piękna: prosty biało-zielony klocek bez udziwnień i zbędnych ozdobników. Niby nic a jednak wyróżnia się na tle innych maszyn.

Podsumowując - znów chce mi się szyć. Wchodzę do pracowni z uśmiechem na gębie mimo nawału zleceń bo wiem, że siądę i będę szyć a nie wkurzać się, że znów coś nie działa. Mam serdecznie dość ostatnich kilku tygodni gdy maszyny jedna za drugą nawalały, na Jade czekałam blisko 3 tygodnie (!!!) a w akcie desperacji jechałam po starego Singera modląc się aby choć on dobrze szył. To był okropny czas, który przypadł akurat przed Świętami Bożego Narodzenia kiedy jest najwięcej pracy.
Mam tylko nadzieję, że ten sprzęt posłuży mi długie lata, że będzie trwały i niezawodny. Bardzo, bardzo, bardzo sobie tego życzę.
Za jakiś czas postaram się zrobić update do tego tekstu. Jeszcze nie szyłam eko skóry a mam taką spódniczkę, którą nazywam "złem wcielonym" - ciekawe jak sobie poradzi z eko skórą :> No i w ogóle jak sobie będzie radzić z innymi tkaninami.

Pozdrawiam!
Sus



PS. Gdyby ktoś potrzebował instrukcji obsługi z języku polskim to zapraszam na forum ekrawiectwo.net, gdzie owa instrukcja została opublikowana -> instrukcja obsługi Jade 20/35

7 komentarze

  1. wow, genialna recenzja maszyny, przyda się bo też planuję zakup bardziej niezawodnej niż Singer maszyny, pozdrawiam i gratuluję zakupu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i mam nadzieję, że recenzja się przyda podczas zakupu nowej maszyny :]

      Usuń
  2. Czekam zatem na więcej szczegółów i oczywiście na efekty szycia! Rzetelne recenzje sprzętowe z pewnością przydadzą się wielu osobom. Ja dzięki Pani, zakupiłam kilka lat temu overlocka Toyoty - recenzja na blogu ułatwiła mi wybór, bo najbardziej bałam się o jakość maszyny i potencjalną awaryjność.
    Życzę udanej współpracy i więcej czasu na autorskie projekty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo bardzo się cieszę, że jest Pani zadowolona z overlocka Toyoty :) Oczywiście zrobię kolejną recenzję Husqvarny i może pokażę jak szyje, jak robi dziurki i szlaczki. Ogólnie jest to chyba maszyna warta swej ceny.

      Usuń
  3. Czyli maszyna marzenie:) to niech się dobrze spisuję i ta chęć szycia długo pozostanie. W maszynach ogólnie powinno być przestawienie igły w prawo czy
    w lewo, ułatwia to stebnowanie i wszywanie zamków z dwóch stron - ale z reguły to marzenie. Pozdrawiam cię w Nowym Roku i życzę powodzenia w szyciu i życiu osobistym. Będę zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha tak dokładnie - dobrze napisałaś :) Niemniej nie narzekam bo teraz i tak wszywanie zamków krytych to bajka :)
      Pomyślności dla Ciebie w Nowym Roku :)

      Usuń
  4. I jak się sprawuje po pół roku użytkowania? :) rozważam zakup i przyznam że update recenzji ze wszystkimi dodatkowymi plusami i minusami tej maszyny by się przydał:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie :)