13 sierpnia 2017

Co kryje wnętrze maszyny

30 grudnia tego roku mojemu overlockowi stuknie 7 lat zaś mojej pierwszej i ukochanej Husqvarnie Daisy 335 - 16 lat. Gwarancje oczywiście dawno już się skończyły, tradycyjnie po 2 latach. Tchnięta nagłym impulsem postanowiłam rozkręcić obie maszyny  i zobaczyć co skrywają pod plastikowymi skorupami.
Kto ciekaw jak wygląda serduszko maszyny tego zapraszam do poniższego wpisu :)


 
Prawda jest taka, że overlock tylko z zewnątrz wygląda na strasznie skomplikowanie urządzenie - wnętrze jest dość proste :)




Po odkręceniu podstawy moim oczom najpierw ukazała się duża, tłusta i zasuszona mucha. Potem wysypała się złamana igła. Na końcu zobaczyłam sporo kłaczków, które ulokowały się w małych skupiskach praktycznie na wszystkich naoliwionych częściach.




Oczywiście wszystkie gruntownie usunęłam wąską końcówką do odkurzania oraz małym pędzelkiem. Następnie postanowiłam zrobić overlockowi małe SPA czyli solidne oliwienie wszystkich tłoczków i ruchomych części.
Po skończonej pracy małżonek tylko dopytywał, czy działa i czy nie zostały jakieś śrubki po ponownym złożeniu :P Wszystko gra i buczy i wszystkie śrubki są na swoim miejscu.



Pracy przy tym nie było za dużo. Nie jestem mechanikiem i nie znam się na budowie maszyn ale tam gdzie wydawało mi się to słuszne - kropnęłam olejem mineralnym we wszystkie tłoczki i metalowe elementy, które ocierają się o siebie. Potem, po ponownym złożeniu maszyny, przeprowadziłam test na roboczej tkaninie, tak aby usunąć ewentualny nadmiar oleju. Over szyje jak marzenie i nie brudzi tkanin. Overlock Toyoty jest prosty do rozkręcenia i skręcenia - to dobrze, bo niebawem czyszczenie i oliwienie będę musiała powtórzyć. Wszak jest cały czas w użyciu.

Nie wiedziałabym co smarować gdyby nie koleżanka z grupy Śląskie Szyje, taki chodzący umysł ścisły, która powiedziała, że muszę przesmarować maszynę po tylu latach! Gdy się przyznałam, że Husqvarny nie oliwiłam od nowości (czyli od 16 lat) to się złapała za głowę...

W przypadku maszyny także naprawiłam swój błąd z tą różnicą, że maszynę rozkręcał Maciek a ja tylko czyściłam i oliwiłam. Rozkręcenie overlocka to była pestka w porównaniu do Husqvarny - tutaj sytuacja wyglądała nieco gorzej.


Husqvarna ma raptem kilka śrub do odkręcenia a reszta to zatrzaski. Choć plastikowa obudowa jest solidna i mocna to jednak trzeba się z nią obchodzić w miarę delikatnie aby nie wyłamać tych mocowań. Zatrzasków jest całe mnóstwo - potrzeba wyczucia którego mi brakuje dlatego to zadanie powierzyłam Maćkowi.
Po zdjęciu obudowy moim oczom ukazało się w 95 % metalowe wnętrze.


Cudownie było je po tylu latach zobaczyć. Piękny, ciężki metal bez śladów korozji. Poza tym znów sporo paprochów ale tym razem bez śladów robactwa ;) Plastikowe części obudowy były dość mocno przybrudzone dlatego wyczyściłam je delikatnym mleczkiem czyszczącym i umyłam. Teraz Maszyna wygląda (prawie) jak nówka sztuka. Metalowe tłoczki potraktowałam olejem.








Tak więc zamiast szyć weekend upłynął mi na rozkręcaniu, czyszczeniu, oliwieniu i skręcaniu maszyn. Do czyszczenia została jeszcze Husqvarna Viking Prelude 370 na której obecnie najwięcej szyję w pracowni a która, jak niektórzy z Was być może pamiętają, była kupiona zupełnie "w ciemno" na allego. Mężu gotuj się!

Pozdrawiam!
Sus

13 komentarze

  1. Ooo, ile kłaków, aż boję się do mojej zaglądać, raz się nawet do tego zabrałam ale przez zatrzaski skręciłam ją przed rozebraniem, bo bałam się, że połamię coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie zatrzasków też się bałam. Łatwo ułamać i co potem...? No ale tutaj się udało więc może powolutku i ostrożnie też dałabyś radę :)

      Usuń
    2. Chyba też będę musiała poprosić męża, przy rozbieraniu telefonu jeszcze szkód nie narobił, to może zaryzykuję z maszyną ;)

      Usuń
  2. Wykonałaś kawał porządnej roboty. Masz rację, większość maszyn opiera się na " budowie cepa ", czyli w gruncie rzeczy to całkiem proste urzadzenia.
    Mnie mój ślubny doprowadza do szewskiej pasji, jak wnosłam kiedyś protest, że maszyna fiksuje, odpowiada a naoliwiłaś ?!!! Nie byłaby to zła rada, gdyby nie fakt, ze w instrukcji użytkowania było czerwonym drukiem NIE OLIWIĆ ! Wyśmiał mnie, wysmarował całość, zeby nie powiedzieć zalał olejem jak kucharz frytki i w ten prosty sposób zepsuł maszynę na amen. Zapytasz czemu ? Gdy ją rozkręciłam wiekszośc podzespołów była plastikowa 😕
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też pisze w instrukcji, że maszyna nie wymaga oliwienia. Dlatego jej tyle lat nie oliwiłam ale nie oszukujmy się - te wszystkie metalowe części szybko pracują i muszą mieć "dobry poślizg" a z czasem ten olej jakby nie było wysycha/zużywa się.

      Usuń
  3. ja ograniczę się na początek do przetarcia mleczkiem obudowy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe jak maszyna nowa to jej póki co wystarczy ;)

      Usuń
  4. Cześć,
    Czasem aż strach zaglądać co jest w środku. Staram się moją maszynę przykrywać, żeby oszczędzić jej kurzu, ale przy szyciu i tak do środka dostaną się fragmenty materiału. Możesz pomyśleć o nowym biznesie - czyszczenie maszyn :)

    Pozdrawiam
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie, dzięki ale to nie dla mnie. Gdybym speca od maszyn miała bliżej to maszyny częściej by u niego bywały na spa. A tak to muszą zdać się na mnie ;)

      Usuń
  5. UUU ale się tego w środku nazbierało. Teraz maszyny będą śmigać jak nowe. Dobra robota. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazbierał się po tych "kilku" latach ;)

      Usuń
  6. Ja bym się bała tak po prostu rozkręcać maszynę :( podziwiam za odwagę! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz oddać w dobre ręce dobrego speca od maszyn :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie :)