Miałam wizję sukienki z lekką górą i cięższym dołem. W archiwalnym numerze Burdy z 2008 roku wypatrzyłam to cudo. Idealna, taka jaką chciałam. Musiałam ją uszyć. Kombinowałam co z czym połączyć i jakie materiały kupić, gdy mój wzrok padł na resztki materiału pozostałego z bordowej sukienki. Grzech to wyrzucić, materiał świetnie się nosi - będzie na dół tego cuda. Dokupiłam kawałeczek cieniutkiego muślinu i się zaczęło... Muślin to zło! Od razu pomyślałam o znajomej krawcowej, która niebawem zabierze się za szycie mojej sukienki ślubnej właśnie z MUŚLINU. Szczerze jej współczuję ale ona ma przynajmniej overlock a ja morduję się bez tego cudownego wynalazku.
O ile szycie dołu to sama przyjemność o tyle szycie góry to koszmar, tym bardziej, że moja koncepcja zakłada to, iż bluzka będzie składała się z dwóch warstw materiału a nie z jednej :)
Przed szyciem wszystko dokładnie sfastrygowałam a i tak podczas szycia materiał wymyka się spod kontroli.
Trzymajcie kciuki, może dam radę skończyć tę sukienkę zanim oszaleję, odezwę się niebawem!
A oto i kreacja, która póki, co przysparza samych kłopotów ;)

Nastąpiły kolejne zmiany, zrezygnowałam z jasnego muślinu na rzecz cienkiej żorżety w kolorze czarnym w ciekawy, kwiatowy wzór. Materiał jest minimalnie grubszy a jednak lepiej się go szyje oraz nie prześwituje :] Teraz z kolei muszę dokupić czarny zamek kryty... Zmiana została podyktowany nie tylko "łatwiejszym szyciem" ale i względami estetycznymi - nie będę wyglądać jak flaga :D
Kochani - sukienka ukończona! Co za radość :) Co prawda jeszcze kombinuję nad małymi poprawkami ale w tej chwili wygląda tak jak na zdjęciach. Tak już mam, że jak skończę szyć to nachodzą mnie myśli: "a może lepiej byłoby to zrobić tak" albo "mogłam to uszyć inaczej". I potem kombinuję na gotowym :)
Sukienkę założę prawdopodobnie na wesele znajomych z racji wygody (będę jednym z kierowców), no i pasują do niej najwygodniejsze buty pod słońcem - do tańca towarzyskiego z Akcesu2 :)
Podsumowując, zamieszczam jeszcze miniaturkę wykroju z Burdy:

ORAZ zdjęcie z prac początkowych czyli krojenie materiału :)

Na koniec kosztorys. Sukienka za grosze z tej racji, że materiał na spódnicę kosztował 9 zł/m zaś na "bluzkę" ok. 15 zł/m. Do tego dochodzi zakup krytego zamka w cenie 3 zł. Myślę, że zmieściłam się w kwocie 15 zł.




Skąd ja to znam :) materiał, który miał być bezproblemowy skłania jedynie do niecenzuralnych słów przy maszynie :) ja tak mam przede wszystkim za każdym razem, gdy wymacany na prawo i lewo materiał w sklepie wydaje się być niegniotący, a po jednym założeniu wygląda jak psu z gardła wyciągięty ;)
OdpowiedzUsuńtrzymam kciuki za muślinową kieckę ;)
I jak idzie szycie? krytyczny moment masz juz za sobą? :)
OdpowiedzUsuńGdzie tam, krytyczny moment(y) dopiero przede mną ;) W każdym razie muszę Wam pokazać to "cudo", które bardzo chcę uszyć :D
OdpowiedzUsuńŚliczna jest! pamietam ten model, i oczywiscie tez go chcialam uszyc ;-) moja lista tego co bym chciala uszyc jest bardzo, bardzo dluga ;-)
OdpowiedzUsuńKochani dziękuję za słowa wsparcia. Naprawdę szyjąc muślin byłam załamana :)
OdpowiedzUsuńAklat moja lista rzeczy do uszycia także jest baaardzo długa! Niektóre są już nawet skrojone i czekają na uszycie :)