1 marca 2020

Bluzka za 12 zł? Nie sądzę...

Dziś chcę poruszyć temat cen za usługi krawieckie i zrobię to na przykładzie bluzki typu basic, którą ostatnio sobie uszyłam.


Było tak, że musiałam pojechać do tekstylnego aby kupić kawałek materiału potrzebnego do poprawki krawieckiej. Gdy już kupiłam co miałam kupić, wypatrzyłam świetną dzianinę wiskozową w cenie... 8 ZŁ/M. Wiedziałam, że się nie oprę więc kupiłam skromne 1,5 m na bluzeczkę (teraz żałuję, że nie więcej). Dla siebie szyję obecnie bardzo, bardzo, bardzo rzadko ale tak strasznie brakuje mi bluzek pod swetry, że postanowiłam uszyć wreszcie coś dla siebie.
Jeśli chodzi o bluzeczki "blisko ciała" to po raz kolejny skorzystałam z wielokrotnie sprawdzonego wykroju z Anny - mody na szycie 3/2014 - jeśli macie ten numer to polecam.



Jeśli zaś chodzi o temat cen to od stycznia 2020 roku ceny moich poprawek krawieckich wzrosły. Nie jakoś drastycznie ale jednak musiałam je nieco podnieść, ponieważ wszystko wokoło także zdrożało. Zresztą czytałam na grupach, że moje krawieckie koleżanki także popodnosiły ceny - w zależności od regionu w którym mieszkają mniej lub więcej.
Często słyszę od moich klientów, że uszycie takiej bluzki to groszowa sprawa. Co to dla mnie - wezmę, siądę i uszyję - 5 minut i gotowe. Tralala czy aby na pewno? Popatrzmy na przykładzie prostej bluzki z długim rękawem, którą w sieciówce kupimy za jakieś 25-30 zł (w przecenie pewnie i za mniej).
Sam koszt dzianiny wiskozowej wyniósł 12 zł.
Szyłam na siebie ze znanego mi wykroju, bez mierzenia a samo krojenie i szycie i tak zajęło mi blisko godzinę czasu. A moja godzina pracy to obecnie 40 zł.


Co zajęło mi najwięcej czasu? Oczywiście wykończenie. Zszycie tyłu i boków to 2 minuty pracy ale wykończenie to inna bajka.
Niestety nie posiadam renderki więc wykończenie dołu bluzki, rękawów oraz obszycie dekoltu musiałam zrobić za pomocą podwójnej igły - wiadomo aby szwy podczas ubierania/zdejmowania nie pękały i były w miarę elastyczne. Do tego zmiana nici w overlocku i ustawienie maszyny czasem potrafi zająć więcej czasu niż się człowiek spodziewa.
Wykończenie dekoltu elastyczną plisą i znów podwójną igłą. A to trwa.
I tym łatwym sposobem uzbierała się niemal godzinka pracy a sama bluzka musiałaby kosztować ok. 52 zł. Za taką cenę nikt jej nie kupi. Pójdzie do H&M, Sinsay albo Zary i kupi za jakieś 25 zł. Jeśli będzie miał szczęście to po praniu bluzka nie skurczy się ani nie ponaciąga - jeśli nie będzie mieć szczęścia to okaże się, że bluzka była bluzką jednorazową. I znów pójdzie i kupi i nie odczuje za bardzo ubytku pieniędzy z portfela, ponieważ wydanie dwa razy po 25 zł mniej boli niż wydać raz 50 zł. A dziś dla sporej grupy ludzi 25 zł to kwota nic nie warta.


Chciałabym aby ludzie szanowali pracę krawcowych ponieważ my nie szyjemy za 2$ dziennie (jak ludzie /często dzieci/ w Bangkoku). Jest mi przykro gdy pomyślę, że bez mrugnięcia okiem płacimy kosmetyczce 60-80 zł za nowe paznokcie (godzina pracy) ale za godzinne ślęczenie przy maszynie w kieszeni budzi się wąż i słychać "targowanie się". Będziecie się targować z fryzjerką? Chyba nie. Czy zatem nasza praca jest mniej warta niż praca fryzjerki lub kosmetyczki? Uważam, że nie. Ale na pewno jest bardziej niedoceniana.

Mam przeróżnych klientów. Zdecydowana większość rozumie, że poprawki krawieckie zajmują sporo czasu, często więcej niż uszycie czegoś nowego od podstaw. Nie zawyżam cen i celowo nie przeciągam czasu przed maszyną - zawsze staram się wykonać moje zadanie jak najszybciej i bardzo dobrze wiem, że skrócenie jeansów zajmie mi tyle i tyle czasu i cena, którą zażądam jest ceną ostateczną, poniżej której nie zejdę. Jeśli chcesz taniej to zanieść przeróbkę cioci albo sąsiadce, która ma maszynę i zrobi to za czekoladę/kawę. Albo za przysłowiową dyszkę ;)

Czy zatem żałuję uszycia tej bluzki, która normalnie kosztowałaby mnie 50 zł? Nie!
Jest to świetnej jakości dzianina wiskozowa, która po praniu nie zmieniła formy. Wiem, że posłuży mi kilka lat a ja chodzę w swoich ubraniach bardzo długo. Nie podążam za modą i nie wymieniam garderoby co dwa sezony.
Takie oto naszły mnie przemyślenia.
Mam nadzieję, że osoby, które same nie szyją inaczej spojrzą na zaprzyjaźnioną krawcową i trochę bardziej docenią jej pracę (jeśli jest wykonywana uczciwie i z sercem).

 


Pozdrawiam!
Sus

15 komentarze

  1. Dlatego ja od stycznia nie szyję nic na miarę, nic ;) Zamieniłam pracownię w miniszwalnię i nadal prowadzę warsztaty. Po sukience z zeszłego roku odechciało mi się szycia miarowego dla kogoś w ogóle, a po przeróbkach mam mdłości...bo ludzie nie doceniają pracy, jaką krawcowa wykonuje ciągle przeliczając do cen pepco, h&m lub innych...gdzie ja z sieciówką nie mogę się nawet w 1/100 szeregu postawić pod względem sprzedawanych rzeczy. Ostatnio na szczęście jakość idzie w parze z ceną i świadomość wzrasta, ale nadal trafiają się takie kwiatki, co chcą mieć Diora w cenie chińczyka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że czasem też myślę, czy nie spróbować prowadzić warsztatów? Dla nastolatek chcących się czegoś nauczyć. Proste podstawowe rzeczy - teraz tego w szkołach nie uczą a w życiu się przydaje i może być "bazą" do stworzenia czegoś swojego w przyszłości. A tak młodzież może spędzić miło i kreatywnie czas a ja mogę dorobić.
      Gratuluję odwagi i podjęcia "męskiej" decyzji. Ja się nadal miotam. I bardzo dziękuję za ten komentarz :)

      Usuń
    2. Otwórz! I to nie tylko dla nastolatek 🥰 Pamiętam jak po maturze stawiałam moje pierwsze kroki przy maszynie właśnie śledząc Twojego bloga! Minęło już prawie 9 lat i chętnie nauczyłabym się czegoś na zywo. Pozdrawiam, Paulina 😊

      Usuń
  2. Jej! Jakbym to ja pisala!

    Wiecie co? Wyobrazcie sobie, ze w mojej miejscowości, bogata miejscowość (jest o niej ostatnio glosno za sprawa kopalni wegla - Bełchatów) jest babeczka, szyje na czarno i robi to hmm... Konstrukcja i modelowanie ok ale szycie dramat, w sensie wykończenia np. Ale do sedna.
    Babeczka jest doświadczona ale zacofana. Wiecie ile bierze za uszycie calego eleganckiego kompletu marynarka + spodnie dla kobiety???? 100 zl!!! 🤷‍♀️🤦‍♀️

    Także tego. 🤷‍♀️

    Ludzie nie znaja sie, nie doceniaja!!!

    A przyklad z kosmetyczka to strzal w 10! Dokładnie tak! Sukieneczki bardzo prosze, jak najtaniej ale na paznokcie to 100 zl nie szkoda. Rany 🤦‍♀️🤦‍♀️

    Łączę siw w bolu.
    Mloda krawcowa i raczkujaca przedsiębiorcza kobieta ❤️
    Lenaszyje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo znam Bełchatów i bywam u cioci i wujka :) Faktycznie Bełchatów to bogate miasto, macie masę dodatków i przywilejów. I dobrze ale to zobowiązuje. Myślę, że to przez zalewanie naszego rynku chińskimi rzeczami za parę groszy tak się poprzewracało ludziom w głowach. U chińczyka kupisz sukienkę za 50 zł - u krawcowej za tyle nie uszyjesz. No sorry. Niestety ludzie nauczyli się porównywać towar z sieciówek/marketów odzieżowych do takiego szytego na miarę i za chiny ludowe nie widzę znaczących różnic. Tak jak ktoś napisał - rzeczy szyte na miarę to towar luksusowy!

      Usuń
  3. J nie jestem krawcowa, ale maszynę posiadam i jakieś pierdółki do domu sobie uszyje. Wiem, ile mnie to pracy kosztuje, ile czasu, jak mam coś odrysować na materiale i wyciąć to już jestem cała chora 😁 żeby uszyć porządne ubranie, trzeba jednak trochę umiejętności mieć.
    Myślę, że kiedyś nasze mamy prawie wszystkie szyły, wiedzialy ile to pracy, jakoś się dłużej chodziło w tych ubraniach, ich jakość Tez była lepsza. Moje dzieci chodzą w sukienkach, sweterkach, bluzeczkach, które mają lat min. 30. I ani szwy nie puściły, ani się nie zmehacilo ani nic, tylko fason i wzór niemodny 😏
    Teraz się niczyjej pracy nie ceni, takie czasy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to prawda - krawiectwo to pochłaniacz czasu. Ludzie liczą czasem samo szycie a gdzie zrobienie/przerysowanie i wycięcie wykroju, gdzie czas na przymiarkę - to też wchodzi do czasu pracy! Kurcze to się samo nie robi. Ehh oby jak najwięcej ludzi przeczytało ten post i Wasze komentarze i zrozumiało...

      Usuń
  4. Cześć,

    Święte słowa. Podpisuję się obydwoma rękami!!

    Pozdrawiam
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  5. Temat wraca jak bumerang: ile za szycie i czemu tak drogo. Przestałam się tłumaczyć. Mój czas, moja wiedza, moje doświadczenie, moja praca = moja cena. W przypadku kręcących nosem dodaję: Wiesz, mogę zawsze szyć tylko dla siebie, ale wtedy tylko ja będę miała dobrze uszyte ubrania.... ;) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kochana ale Ty szyjesz bardzo, bardzo, bardzo dobrze. Myślę, że to się broni samo bo kto widzi Twoje prace ten wie, że to nie jest fuszerka tylko masa umiejętności i lata praktyki!

      Usuń
  6. Znam to. Przez prawie 30 lat robilam masaże lecznicze. Bardzo ciężka praca, a że kochałam moją pracę, to przykładałam się sumiennie. Ceny wówczas nie były wysokie zaczynałam od 9zl, później 15, 35. Skończyłam trzy lata temu po 50zl. Przez wiele lat klientki opowiadały o wizytach u fryzjerki dwa razy w tygodniu, o paznokciach za 100zl, a że mną za moją ciężką pracę handlowały się jak na targu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko jedyna masakra! Każdy kto miał choć jeden masaż w życiu wie, że nie tylko trzeba wiedzy ale i siły i to nie jest lekkie zajęcie. Nie wiem jak teraz ale może znów mogłabyś wykonywać masaże, zdrowie jest w cenie i chyba świadomość u ludzi także nieco wzrosła.

      Usuń
    2. Niestety zdrowie już nie to.

      Usuń
  7. Świetnie, że o tym napisałaś. Zgadzam się, w całej rozciągłości.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie :)