VIGOR - sztyft o co najmniej dwuznacznie brzmiącej nazwie służący do czyszczenia żelazek. Od dawna miałam napisać Wam o tym wynalazku ale jakoś mi tak zeszło... prawie 2 lata :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakupy. Pokaż wszystkie posty
13 stycznia 2016
16 maja 2014
Pomocnicy w życiu i szyciu - lampa KEMOT z lupą
Po opublikowaniu zdjęć mojej pracowni na facebookowym profilu maszyn Brother, otrzymałam kilka e-maili z zapytaniem o lampę z lupą. Swoją drogą obiecałam tę recenzję dawno temu, co ciekawe zaczęłam ją pisać gdy byłam w końcówce ciąży... trochę mi zeszło ;) Przepraszam, że tak długo musieliście czekać.
Dziś będzie recenzja produktu stricte szyciowego. Myślę jednak, że miłośnicy numizmatów, kosmetyczki czy osoby tworzące biżuterię też mogą być zainteresowane tematem.
Dziś będzie recenzja produktu stricte szyciowego. Myślę jednak, że miłośnicy numizmatów, kosmetyczki czy osoby tworzące biżuterię też mogą być zainteresowane tematem.
24 lipca 2013
Pomocnicy w życiu i szyciu - odkurzacz ZELMER VC1200 Cito
Hej! U nas małe przemeblowywanie przed godziną "W"
czyli Wyjścia Stasia. Dobrze się składa bo mogę napisać o kolejnym zakupie, który
roboczo nazywam ZAKUPEM ROKU 2013. Dziś będzie o bezprzewodowym
i bezworkowym odkurzaczu ZELMER VC1200 Cito.
Uważam, że to póki co mój najlepszy życiowo-ciążowo-szyciowy zakup. Dlaczego? O tym za moment.
Odkurzacz bezprzewodowy ubzdurałam sobie już na początku ciąży. Nie będę przecież za każdym razem wyciągać z komórki odkurzacza z rurą. Ciężkie toto, niewygodne, "NIEBEZPIECZNE"... poza tym pojawił się pretekst do poczynienia zakupu a nic tak kobiety nie uszczęśliwia jak zakupy (nawet sprzętu AGD). Po ciągłym ględzeniu i marudzeniu Ślubny w końcu przystał na moją prośbę i powiedział: KUPUJ. Do mnie oczywiście należała decyzja co kupić. Od razu muszę nadmienić, że ilość pieniędzy przeznaczonych na ten cel była ograniczona (cwany). Przeanalizowałam kilka modeli odkurzaczy bezprzewodowych w podobnym przedziale cenowym, poczytałam opinie i ostatecznie zamówiłam Zelmera.
Co przemawiało za Zelmerem:
* moc 70 W
* filtr HEPA
* odkurzacz 2w1 czyli podłogowy i ręczny
* w miarę krótki czas ładowania (ok. 5 h a nie jak pisze producent 8h)
* możliwość ciągłego ładowania bez potrzeby wcześniejszego rozładowania akumulatora
* długi czas użytkowania po naładowaniu – ponad 20 minut ciągłej pracy
* 3 dodatkowe końcówki czyszczące
* spory pojemnik na śmieci
* łatwe opróżnianie pojemnika na śmieci
* waga
* ładny wygląd
* bardzo dobra jakoś plastików
* opinie innych kupujących
* 24 miesięczna gwarancja i tzw. Golden Service (ha ha ha)
Charakterystyka mieszkania i powierzchni czyszczących:
W naszym mieszkaniu większą część powierzchni zajmują panele (70 %) zaś mniejszą płytki (30 %). Powierzchnia to ok. 80 m. Mamy tylko jeden dywan z krótkim włosiem (+ kilka mniejszych dywaników) i nie posiadamy zwierzyny ;) Czasem odwiedza nas Ksenka (kocica) lub Tofi (pies). Największym wyzwaniem są jednak nitki i ścinki – tego ci u nas pod dostatkiem! Wiadomo, że podczas szycia nitki rozmnażają się jak komary w pełni lata, do tego na podłodze pojawiają się ścinki tkanin i kurz – dużo drobnego kurzu (pyłku), który osadza się nawszystkim. Kurz najłatwiej usunąć wilgotną ściereczką ale co zrobić gdy dostanie się do podzespołów maszyny czy overlocka? Pomagam sobie pędzelkiem oraz właśnie odkurzaczem z cienką końcówką. Z grubsza kurz zostaje wchłonięty.
Generalnie mam fizia na punkcie czystych podłóg. Okien myć nie lubię ale podłogi odkurzam i wycieram codziennie – szczególnie w kuchni, w przedpokoju i łazience. Zwykle do zebrania okruchów i paparochów używałam zmiotki Viledy ale odkąd mam Zelmerka o zmiotce zapomniałam.
Odkurzacz wraz ze stacją parkowania stoi cały czas w kuchni i jest cały czas podpięty do prądu. Jest zawsze pod ręką i jest praktycznie cały czas naładowany. Ładuje się szybko. Tylko 3 pierwsze naładowania trwały dłużej ponieważ czekałam, aż akumulator całkowicie się rozładuje (jak przy zakupie nowego telefonu trzeba sformatować baterię tak samo w tym wypadku). Nie jestem w stanie powiedzieć ile dokładnie ładuje się akumulator ponieważ teraz nie rozładowuje się do końca. Przypuszczam, że ładuje się maksymalnie 5 h a może nawet i mniej.
20 minut pracy to czas wystarczający aby odkurzyć całe nasze mieszkanie. Wiadomo, że te 80 m to nie są puste pomieszczenia – w każdym pokoju stoją meble i różne sprzęty. W każdym razie bez pośpiechu odkurzam wszystkie pokoje i nigdy nie wyładowałam do końca akumulatora. Stąd przypuszczam, że odkurzacz może pracować dłużej niż 20 minut. Zbiera wszystko: okruchy, paprochy, sierść kota, włosy, robale (żywe latające i martwe) oraz piasek z butów. Radzi sobie także z nitkami i mniejszymi ścinkami tkanin. Właśnie teraz Ślubny go docenił gdy np. przekuwa gniazdka w ścianie i zbiera częścią ręczną odkurzacza mniejsze kawałki gruzu i pyłu (ale trzeba uważać i nie przeginać bo gruz to straszne świństwo i łatwo zapychające). Poza tym może szybko pozbyć się okruchów i paprochów z siedzeń w samochodzie. Ja z kolei używam odkurzacza ręcznego do czyszczenia kanapy czy fotela a zakładając jedną z dodatkowych końcówek wymiatam okruchy z trudno dostępnych miejsc i szczelin. Sięgam też po nią gdy chcę szybko zebrać nitki i ścinki z deski do prasownia czy stołu na którym szyję - wówczas nie zakładam dodatkowej końcówki.
Odkurzacz ma łamaną rączkę i można nim do pewnego momentu dostać się pod meble (jeśli są na nóżkach), sedes (jeśli jest podwieszany) itp.
Jest łatwy w czyszczeniu ponieważ szybko rozkłada się i składa.
Pojemnik na kurz i wszystkie plastikowe elementy można myć, tak samo filtr HEPA.
Trzeba też co jakiś czas usuwać nawinięte na szczotkę włosy i nitki - bardzo łatwo wyczuć kiedy to zrobić ponieważ odkurzacz gorzej zbiera śmieci i ewidentnie jest mniej skuteczny. Tutaj także producent mądrze wymyślił, ponieważ szczotkę można w całości wyjąć a włosy przeciąć obcinaczem do nitek czy małymi nożyczkami i usunąć. Tyle o zaletach.
Wady:
Moim celem nie jest namawianie kogoś do zakupu tego konkretnego
modelu – jest tego w sprzedaży od groma, tańsze i droższe – do
koloru, do wyboru. Piszę konkretnie o tym modelu, ponieważ ten posiadam (od stycznia 2013),
jest już przetestowany a sam zakup okazał się dla mnie strzałem w
dziesiątkę. Tym bardziej jeśli w domu jest raczkujące
dziecko/większe dziecko/zwierzę i trzeba codziennie
odkurzać podłogi. Nie zajmuje toto wiele miejsca, można go zawsze
gdzieś dyskretnie schować np. za szafę i mieć cały czas pod
ręką. Przypuszczam, że frajda z odkurzania takim wynalazkiem jest
też większa bo szybko widać efekty pracy – brud zbiera się w
przeźroczystym pojemniku i pojawia się codziennie pomimo
codziennego odkurzania :> Zawsze zbiorą się paprochy, nie wiem jak to
się dzieje ale są zawsze.
Być może jest to jakiś sposób aby zachęcić pociechy do sprzątania? Nie wiem, tak mi tylko przemknęło przez myśl :) Mąż tylko raz w tygodniu używa tradycyjnego odkurzacza o większej mocy a tak to zasuwamy na bezprzewodowym. Mojej mamie kupiliśmy odkurzacz bezprzewodowy ELECTROLUX ZB 2803 Unirapido i także jest z niego niesamowicie zadowolona. Używa codziennie (to u niej przebywa Ksenia), jest lżejszy od Zelmera, ma nieco większą moc ale nie jest to odkurzacz 2w1. I działa trochę krócej niż 20 minut. Poza tym Zelmer sam stoi nawet bez stacji parkowania (pierwsze zdjęcie) a Unirapido nie. Niemniej także mogę go polecić.
Myślę, że taki odkurzacz idealnie sprawdzi się też w małym mieszkaniu i może być też świetnym prezentem dla starszej osoby. To byłoby na tyle.
Pozdrawiam!
Sus
Uważam, że to póki co mój najlepszy życiowo-ciążowo-szyciowy zakup. Dlaczego? O tym za moment.
Odkurzacz bezprzewodowy ubzdurałam sobie już na początku ciąży. Nie będę przecież za każdym razem wyciągać z komórki odkurzacza z rurą. Ciężkie toto, niewygodne, "NIEBEZPIECZNE"... poza tym pojawił się pretekst do poczynienia zakupu a nic tak kobiety nie uszczęśliwia jak zakupy (nawet sprzętu AGD). Po ciągłym ględzeniu i marudzeniu Ślubny w końcu przystał na moją prośbę i powiedział: KUPUJ. Do mnie oczywiście należała decyzja co kupić. Od razu muszę nadmienić, że ilość pieniędzy przeznaczonych na ten cel była ograniczona (cwany). Przeanalizowałam kilka modeli odkurzaczy bezprzewodowych w podobnym przedziale cenowym, poczytałam opinie i ostatecznie zamówiłam Zelmera.
Co przemawiało za Zelmerem:
* moc 70 W
* filtr HEPA
* odkurzacz 2w1 czyli podłogowy i ręczny
* w miarę krótki czas ładowania (ok. 5 h a nie jak pisze producent 8h)
* możliwość ciągłego ładowania bez potrzeby wcześniejszego rozładowania akumulatora
* długi czas użytkowania po naładowaniu – ponad 20 minut ciągłej pracy
* 3 dodatkowe końcówki czyszczące
* spory pojemnik na śmieci
* łatwe opróżnianie pojemnika na śmieci
* waga
* ładny wygląd
* bardzo dobra jakoś plastików
* opinie innych kupujących
* 24 miesięczna gwarancja i tzw. Golden Service (ha ha ha)
Charakterystyka mieszkania i powierzchni czyszczących:
W naszym mieszkaniu większą część powierzchni zajmują panele (70 %) zaś mniejszą płytki (30 %). Powierzchnia to ok. 80 m. Mamy tylko jeden dywan z krótkim włosiem (+ kilka mniejszych dywaników) i nie posiadamy zwierzyny ;) Czasem odwiedza nas Ksenka (kocica) lub Tofi (pies). Największym wyzwaniem są jednak nitki i ścinki – tego ci u nas pod dostatkiem! Wiadomo, że podczas szycia nitki rozmnażają się jak komary w pełni lata, do tego na podłodze pojawiają się ścinki tkanin i kurz – dużo drobnego kurzu (pyłku), który osadza się nawszystkim. Kurz najłatwiej usunąć wilgotną ściereczką ale co zrobić gdy dostanie się do podzespołów maszyny czy overlocka? Pomagam sobie pędzelkiem oraz właśnie odkurzaczem z cienką końcówką. Z grubsza kurz zostaje wchłonięty.
Generalnie mam fizia na punkcie czystych podłóg. Okien myć nie lubię ale podłogi odkurzam i wycieram codziennie – szczególnie w kuchni, w przedpokoju i łazience. Zwykle do zebrania okruchów i paparochów używałam zmiotki Viledy ale odkąd mam Zelmerka o zmiotce zapomniałam.
Odkurzacz wraz ze stacją parkowania stoi cały czas w kuchni i jest cały czas podpięty do prądu. Jest zawsze pod ręką i jest praktycznie cały czas naładowany. Ładuje się szybko. Tylko 3 pierwsze naładowania trwały dłużej ponieważ czekałam, aż akumulator całkowicie się rozładuje (jak przy zakupie nowego telefonu trzeba sformatować baterię tak samo w tym wypadku). Nie jestem w stanie powiedzieć ile dokładnie ładuje się akumulator ponieważ teraz nie rozładowuje się do końca. Przypuszczam, że ładuje się maksymalnie 5 h a może nawet i mniej.
20 minut pracy to czas wystarczający aby odkurzyć całe nasze mieszkanie. Wiadomo, że te 80 m to nie są puste pomieszczenia – w każdym pokoju stoją meble i różne sprzęty. W każdym razie bez pośpiechu odkurzam wszystkie pokoje i nigdy nie wyładowałam do końca akumulatora. Stąd przypuszczam, że odkurzacz może pracować dłużej niż 20 minut. Zbiera wszystko: okruchy, paprochy, sierść kota, włosy, robale (żywe latające i martwe) oraz piasek z butów. Radzi sobie także z nitkami i mniejszymi ścinkami tkanin. Właśnie teraz Ślubny go docenił gdy np. przekuwa gniazdka w ścianie i zbiera częścią ręczną odkurzacza mniejsze kawałki gruzu i pyłu (ale trzeba uważać i nie przeginać bo gruz to straszne świństwo i łatwo zapychające). Poza tym może szybko pozbyć się okruchów i paprochów z siedzeń w samochodzie. Ja z kolei używam odkurzacza ręcznego do czyszczenia kanapy czy fotela a zakładając jedną z dodatkowych końcówek wymiatam okruchy z trudno dostępnych miejsc i szczelin. Sięgam też po nią gdy chcę szybko zebrać nitki i ścinki z deski do prasownia czy stołu na którym szyję - wówczas nie zakładam dodatkowej końcówki.
Odkurzacz ma łamaną rączkę i można nim do pewnego momentu dostać się pod meble (jeśli są na nóżkach), sedes (jeśli jest podwieszany) itp.
Pojemnik na kurz i wszystkie plastikowe elementy można myć, tak samo filtr HEPA.
Trzeba też co jakiś czas usuwać nawinięte na szczotkę włosy i nitki - bardzo łatwo wyczuć kiedy to zrobić ponieważ odkurzacz gorzej zbiera śmieci i ewidentnie jest mniej skuteczny. Tutaj także producent mądrze wymyślił, ponieważ szczotkę można w całości wyjąć a włosy przeciąć obcinaczem do nitek czy małymi nożyczkami i usunąć. Tyle o zaletach.
Wady:
* serwis Zelmera w Rybniku. To dłuższa
historia ale muszę ją opisać tym bardziej, że jest to tak zwany GOLDEN
SERVICE czyli powinien świecić przykładem. Po mniej więcej miesiącu radosnego
użytkowania akumulator przestał ładować a lampka kontrolna zgasła
całkowicie (czerwona - ładowanie, zielona - naładowany). Szybciutko
zawieźliśmy odkurzacz do serwisu, który miał 14 dni na naprawę i
zwrócenie sprzętu. Chyba już po tygodniu Mąż dostał wiadomość, że sprzęt
jest naprawiony i można po niego przyjechać. Z wywieszonymi jęzorami
dotarliśmy do serwisu jakieś 3 minuty przed zamknięciem (Rybnik =
korki). Pan serwisant nie był w stanie powiedzieć co było usterką ale
powiedział, że odkurzacz działa. Super. Po powrocie do domu włączam
odkurzacz i słyszę, że owszem działa ale szczotka obraca się coraz
wolniej i wolniej - dokładnie tak jak w momencie pustego akumulatora. Nic to włączyłam do prądu i co - lampka od ładowania oczywiście nie świeci czyli akumulator nie ładuje. Wrrr... Nazajutrz dzwonię i mówię, że zwrócili zepsuty odkurzacz. Niemożliwe, u nich działał (tralala). Więc kolejny raz tłumaczę w czym problem. Obiecali nazajutrz przysłać kogoś po odkurzacz żebyśmy nie musieli z nim zasuwać do Rybnika.
Po kilku dniach przyjechał ktoś kto odebrał od nas odkurzacz. Czekamy,
czekamy, czekamy - nic. Dzwonimy do serwisu i słyszymy głupie
tłumaczenie, że niebawem będzie naprawiony, że oddzwonią gdy będzie do
odbioru. Nie oddzwonili za to my dzwoniliśmy codziennie bo codziennie
miano nam przywieźć odkurzacz. To trwało jakieś 3 tygodnie. Wkurzona ma
maxa powiedziałam, że skoro nie wiedzą co jest usterką to mają nam
przysłać zupełnie nowy odkurzacz a tego nie naprawiać i sobie zostawić.
Stanęło na tym, że byli skłonni tak uczynić jednak kogoś w końcu
oświeciło i udało się naprawić Zelmerka. Usterka okazała się super
błaha, tzw. zimny lut. Nie miałam odkurzacza ponad miesiąc czasu i
żałuję, że od razu się nie postawiłam. Jeśli tak ma wyglądać serwis to
ja dziękuję. Musiałam o tym napisać, obiecałam sobie, że jak będę
recenzować sprzęt to wyleję swoje żale tym bardziej, że panowie
serwisanci w pewnym momencie uznali mnie chyba za wariatkę. Tak więc
serwis w Rybniku radzę omijać szerokim łukiem.
* waga - odkurzacz nie jest tak lekki jak zapewnia producent. Lekki jest (a nawet bardzo) gdy wyjmiemy część do ręcznego odkurzania bo to w niej jest akumulator i to on najwięcej waży. Natomiast muszę przyznać, że w czasie odkurzania tej wagi nie czuć bo odkurzacz płynnie sunie po podłodze (płytki, panele).
* czasem nie radzi sobie z wyłapywaniem śmieci, które leżą np. blisko szafek w kuchni. Szczotka musi znaleźć się na śmieciu aby go wciągnąć.
* jest dość głośny i naprawdę mógłby być choć trochę cichszy.
* czasem nie radzi sobie z wyłapywaniem śmieci, które leżą np. blisko szafek w kuchni. Szczotka musi znaleźć się na śmieciu aby go wciągnąć.
* jest dość głośny i naprawdę mógłby być choć trochę cichszy.
Być może jest to jakiś sposób aby zachęcić pociechy do sprzątania? Nie wiem, tak mi tylko przemknęło przez myśl :) Mąż tylko raz w tygodniu używa tradycyjnego odkurzacza o większej mocy a tak to zasuwamy na bezprzewodowym. Mojej mamie kupiliśmy odkurzacz bezprzewodowy ELECTROLUX ZB 2803 Unirapido i także jest z niego niesamowicie zadowolona. Używa codziennie (to u niej przebywa Ksenia), jest lżejszy od Zelmera, ma nieco większą moc ale nie jest to odkurzacz 2w1. I działa trochę krócej niż 20 minut. Poza tym Zelmer sam stoi nawet bez stacji parkowania (pierwsze zdjęcie) a Unirapido nie. Niemniej także mogę go polecić.
Myślę, że taki odkurzacz idealnie sprawdzi się też w małym mieszkaniu i może być też świetnym prezentem dla starszej osoby. To byłoby na tyle.
Pozdrawiam!
Sus
4 lipca 2013
Pomocnicy w życiu i szyciu - generator pary Bosch TDS2229
Witam się z Wami z pozycji horyzontalnej, w której spędzę najbliższe tygodnie. W związku z tym jakiekolwiek szycie mogę sobie wbić z głowy. Niemniej po cichu liczę, że wszystko się uspokoi i jeszcze zasiądę do maszyny... Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło: mam okazję napisać o pewnych ułatwiających krawiecki żywot sprzętach.
W ciągu kilku ostatnich miesięcy zostałam szczęśliwą posiadaczką 3 sprzętów, które mogą Was zainteresować z tego względu, że bardzo ułatwiają codzienne życie i szycie. To nie jest wpis reklamowy - za wszystko zapłaciliśmy z własnej kieszeni (albo Mąż zapłacił ze swojej ;) )
Będę recenzować:
- generator pary BOSCH B22L UltimatePower TDS2229
- odkurzacz ZELMER VC1200 Cito
- lampę biurkową KEMOT z lupą (5 dioptrii) i oświetleniem 80 LED
Postanowiłam odczekać przynajmniej pół roku, poużywać i wyrobić sobie zdanie o w/w produktach aby nie wciskać Wam przysłowiowego kitu.
Ponieważ poniższy tekst będzie długi i zawiły, więc proponuję aby osoby zainteresowane zaparzyły sobie kawkę/herbatkę i spokojnie oddały się lekturze :) Postaram się nie smędzić i nie przynudzać.
Na początek zrecenzuję generator pary Bosch.
O rety jak mi się taki generator pary marzył! Miesiącami śliniłam się do tego typu wynalazków i proszę - Dzieciątko spełniło moje marzenie i wielkie pudło ze stacją parową znalazłam pod choinką (Mężu dzięki!). Wcześniej Ślubny dyskretnie wypytywał co to jest, do czego służy i dlaczego szukam tych z minimum 4 barami. Moim zdaniem generator Bosch'a ma bardzo dobre parametry za całkiem rozsądne pieniądze:
* moc: 3100 W
* ciśnienie pary: 5,5 bara
* uderzenie pary: 220 g/min
* zbiornik na wodę o pojemności 1,3 l - mógłby mieć 1,5 l a wiem, że są też mniejsze więc nie marudzę
* 2 m przewód - fajny, długi!
* funkcja ECO - oszczędność zużycia energii do 25 %
* możliwość prasowania na sucho
* Calc'nClean Advanced - kolektor gromadzący kamień
* SecureLock System - blokada żelazka podczas przenoszenia i przechowywania
* automatyczny wyłącznik - coś dla zapominalskich
* możliwość dolewania wody podczas prasowania
* kontrolka wskazująca koniec wody w zbiorniczu
* duży wlew
* ładny, szaro-czerwony design
Od razu jednak zaznaczam, że generator sam nie prasuje ;) Z początku byłam nawet trochę rozczarowana - myślałam, że raz przejadę żelazkiem po tkaninie i wszystkie zagniecenia ustąpią jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. A to nie tak, trochę energii trzeba jednak włożyć. Z tym, że w porównaniu z moim poprzednim żelazkiem Philipsa, różnica na korzyść Boscha jest widoczna. Przede wszystkim jestem w stanie wyprasować np. lniany bieżnik co wcześniej było niewykonalne. O dziwo gorzej radzi sobie z bawełnianymi chusteczkami do nosa mojego Męża. One są bardzo, bardzo mocno zagniecione, wręcz trwale pozałamywane i owszem wyprasuje na gładko ale zostają delikatne zagniecenia. Szczerze mówiąc też jakoś specjalnie się do tego nie przykładam...
Cechy szczególne i funkcje:
Generator ma trzystopniową regulację wytwarzania pary. Osobiście działam na dwójeczce i mi to w zupełności wystarcza.
Wcześniej używałam trójeczki ale ponieważ mam zwykłą deskę do prasowania bez odsysania pary, więc szybko zorientowałam się, że para przechodzi przez dechę na wylot i skrapla się na metalową siatkę a następnie na podłogę.
Płynna regulacja temperatury - to raczej nikogo nie zadziwia. Dobrze, że jest ponieważ umożliwia szybkie przejście z niżeszej temperatury do wyższej i odwrotnie.
Przydatną funkcją jest trzykrotne, bardzo mocne uderzenie strumieniem pary, które służy to prasowania silnych zagnieceń. Wystarczy dwukrotnie nacisnąć przycisk PULSE STEAM i funkcja zostaje uruchomiona. Bardzo dobrze sprawdza się też podczas dekatyzacji tkanin.
Ceramiczna stopa żelazka Palladium Glissee z trzema strefami rozmieszczenia kanałów parowych jest bardzo gładka. Wcześniej używałam żelazek ze stopami pokrytymi teflonem i dopóki były w miarę nowe i nieporysowane to fajnie się nimi prasowało. Po pewnym czasie teflon zaczął się rysować (np. od guzików w koszulach czy zamków) a na stopie pojawiły się zabrudzenia, resztki przypalonego kleju itp. Tutaj nic nie przywiera a jak fajnie przykleja się flizelinę! Po 7 miesiącach użytkowania nie zauważyłam na stopie żadnych rys i wygląda jak nowa.
Samo żelazko jest zaskakująco lekkie zaś cały generator stoi na końcu deski do prasowania i nie przeważa jej. Najpierw myślałam, że ta skomplikowana konstrukcja będzie stać na podłodze ale póki co nie widzę takiej potrzeby.
Szybko przestawiłam się na używanie przycisku wylotu pary, który znajduje się od spodu rączki żelazka i robię to odruchowo, bez namysłu. Muszę jednak przyznać, że prasując pierwszy raz generatorem TEXI nie umiałam się przestawić i było t dla mnie trochę kłopotliwe.
Nie raz i nie dwa przekonałam się jak dobrze, że istnieje SECURE - zabezpieczenie przed gapiostwem. Pojechaliśmy na kilka godzin do znajomych i zapomniałam wyłączyć żelazko. Zupełnie nieświadoma bawiłam się w najlepsze a w domu w tym czasie mógł rozgrywać się prawdziwy dramat. Po powrocie Ślubny zainteresował się czy wyłączyłam żelazko, ponieważ lampka ON/OFF pali się na czerwono, czyli generator jest włączony! Na szczęście stopa była całkowicie zimna czyli zabezpieczenie zadziałało. Uffff...
Co się nie sprawdza (moim zdaniem):
* prasowanie w pionie - jak dla mnie to kompletna pomyłka. O ile jako-tako radzi sobie z cienkimi tkaninami o tyle z grubszymi nie ma szans. W zasadzie bezużyteczna sprawa. No chyba, że ktoś lubi odświeżać firanki.
* funkcja eco - włączam ją gdy prasuję cienkie i delikatne tkaniny, które nie wymagają wysokiej temp. i łatwo się rozprasowują. Prasując np. grubsza bawełnę, jeans itp. odczuwam brak mocy. Po prostu dłużej muszę prasować co mi generalnie nie odpowiada. Czyli raz się sprawa a raz nie.
* brak spryskiwacza - moim zdaniem przydałby się.
* nagrzewa się w czasie 2 minut - trochę długawo...
* wydaje mrożące krew w żyłach dźwięki podczas pompowania wody z generatora do żelazka :D takie głośne siorbanie do którego można się jednak przyzwyczaić :)
Wiem, że są lepsze generatory pary ale też kosztują sporo więcej. Nie ma się co oszukiwać - nie każdego stać na taki wydatek i nie każdy dostanie takie cudo w prezencie. Z mojego Boscha (pomimo plusów i minusów) jestem zadowolona a prasuję naprawdę sporo: koszulki męża (ma ich bardzo, bardzo dużo), moje sukienki, bluzki, spodnie - szafa się nie domyka. Do tego podczas szycia prasuję praktycznie po każdym mniejszym lub większym przeszyciu. A na deser dojdą ciuszki Stasia, których już jest bardzo dużo ;)
Cieszę się też, że pomimo dość intensywnego użytkowania generator nie przecieka, jak to miało miejsce w przypadku innych marek. Tfu tfu i oby tak dalej.
I to byłoby na tyle. Kolejnym ułatwiaczem domowo-krawiecko-ciążowego życia będzie odkurzacz Zelmer.
Do usłyszenia niebawem!
Sus
W ciągu kilku ostatnich miesięcy zostałam szczęśliwą posiadaczką 3 sprzętów, które mogą Was zainteresować z tego względu, że bardzo ułatwiają codzienne życie i szycie. To nie jest wpis reklamowy - za wszystko zapłaciliśmy z własnej kieszeni (albo Mąż zapłacił ze swojej ;) )
Będę recenzować:
- generator pary BOSCH B22L UltimatePower TDS2229
- odkurzacz ZELMER VC1200 Cito
- lampę biurkową KEMOT z lupą (5 dioptrii) i oświetleniem 80 LED
Postanowiłam odczekać przynajmniej pół roku, poużywać i wyrobić sobie zdanie o w/w produktach aby nie wciskać Wam przysłowiowego kitu.
Ponieważ poniższy tekst będzie długi i zawiły, więc proponuję aby osoby zainteresowane zaparzyły sobie kawkę/herbatkę i spokojnie oddały się lekturze :) Postaram się nie smędzić i nie przynudzać.
Na początek zrecenzuję generator pary Bosch.
O rety jak mi się taki generator pary marzył! Miesiącami śliniłam się do tego typu wynalazków i proszę - Dzieciątko spełniło moje marzenie i wielkie pudło ze stacją parową znalazłam pod choinką (Mężu dzięki!). Wcześniej Ślubny dyskretnie wypytywał co to jest, do czego służy i dlaczego szukam tych z minimum 4 barami. Moim zdaniem generator Bosch'a ma bardzo dobre parametry za całkiem rozsądne pieniądze:
* moc: 3100 W
* ciśnienie pary: 5,5 bara
* uderzenie pary: 220 g/min
* zbiornik na wodę o pojemności 1,3 l - mógłby mieć 1,5 l a wiem, że są też mniejsze więc nie marudzę
* 2 m przewód - fajny, długi!
* funkcja ECO - oszczędność zużycia energii do 25 %
* możliwość prasowania na sucho
* Calc'nClean Advanced - kolektor gromadzący kamień
* SecureLock System - blokada żelazka podczas przenoszenia i przechowywania
* automatyczny wyłącznik - coś dla zapominalskich
* możliwość dolewania wody podczas prasowania
* kontrolka wskazująca koniec wody w zbiorniczu
* duży wlew
* ładny, szaro-czerwony design
Od razu jednak zaznaczam, że generator sam nie prasuje ;) Z początku byłam nawet trochę rozczarowana - myślałam, że raz przejadę żelazkiem po tkaninie i wszystkie zagniecenia ustąpią jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. A to nie tak, trochę energii trzeba jednak włożyć. Z tym, że w porównaniu z moim poprzednim żelazkiem Philipsa, różnica na korzyść Boscha jest widoczna. Przede wszystkim jestem w stanie wyprasować np. lniany bieżnik co wcześniej było niewykonalne. O dziwo gorzej radzi sobie z bawełnianymi chusteczkami do nosa mojego Męża. One są bardzo, bardzo mocno zagniecione, wręcz trwale pozałamywane i owszem wyprasuje na gładko ale zostają delikatne zagniecenia. Szczerze mówiąc też jakoś specjalnie się do tego nie przykładam...
Cechy szczególne i funkcje:
Generator ma trzystopniową regulację wytwarzania pary. Osobiście działam na dwójeczce i mi to w zupełności wystarcza.
Wcześniej używałam trójeczki ale ponieważ mam zwykłą deskę do prasowania bez odsysania pary, więc szybko zorientowałam się, że para przechodzi przez dechę na wylot i skrapla się na metalową siatkę a następnie na podłogę.
Płynna regulacja temperatury - to raczej nikogo nie zadziwia. Dobrze, że jest ponieważ umożliwia szybkie przejście z niżeszej temperatury do wyższej i odwrotnie.
Przydatną funkcją jest trzykrotne, bardzo mocne uderzenie strumieniem pary, które służy to prasowania silnych zagnieceń. Wystarczy dwukrotnie nacisnąć przycisk PULSE STEAM i funkcja zostaje uruchomiona. Bardzo dobrze sprawdza się też podczas dekatyzacji tkanin.
Ceramiczna stopa żelazka Palladium Glissee z trzema strefami rozmieszczenia kanałów parowych jest bardzo gładka. Wcześniej używałam żelazek ze stopami pokrytymi teflonem i dopóki były w miarę nowe i nieporysowane to fajnie się nimi prasowało. Po pewnym czasie teflon zaczął się rysować (np. od guzików w koszulach czy zamków) a na stopie pojawiły się zabrudzenia, resztki przypalonego kleju itp. Tutaj nic nie przywiera a jak fajnie przykleja się flizelinę! Po 7 miesiącach użytkowania nie zauważyłam na stopie żadnych rys i wygląda jak nowa.
Samo żelazko jest zaskakująco lekkie zaś cały generator stoi na końcu deski do prasowania i nie przeważa jej. Najpierw myślałam, że ta skomplikowana konstrukcja będzie stać na podłodze ale póki co nie widzę takiej potrzeby.
Szybko przestawiłam się na używanie przycisku wylotu pary, który znajduje się od spodu rączki żelazka i robię to odruchowo, bez namysłu. Muszę jednak przyznać, że prasując pierwszy raz generatorem TEXI nie umiałam się przestawić i było t dla mnie trochę kłopotliwe.
Nie raz i nie dwa przekonałam się jak dobrze, że istnieje SECURE - zabezpieczenie przed gapiostwem. Pojechaliśmy na kilka godzin do znajomych i zapomniałam wyłączyć żelazko. Zupełnie nieświadoma bawiłam się w najlepsze a w domu w tym czasie mógł rozgrywać się prawdziwy dramat. Po powrocie Ślubny zainteresował się czy wyłączyłam żelazko, ponieważ lampka ON/OFF pali się na czerwono, czyli generator jest włączony! Na szczęście stopa była całkowicie zimna czyli zabezpieczenie zadziałało. Uffff...
Co się nie sprawdza (moim zdaniem):
* prasowanie w pionie - jak dla mnie to kompletna pomyłka. O ile jako-tako radzi sobie z cienkimi tkaninami o tyle z grubszymi nie ma szans. W zasadzie bezużyteczna sprawa. No chyba, że ktoś lubi odświeżać firanki.
* funkcja eco - włączam ją gdy prasuję cienkie i delikatne tkaniny, które nie wymagają wysokiej temp. i łatwo się rozprasowują. Prasując np. grubsza bawełnę, jeans itp. odczuwam brak mocy. Po prostu dłużej muszę prasować co mi generalnie nie odpowiada. Czyli raz się sprawa a raz nie.
* brak spryskiwacza - moim zdaniem przydałby się.
* nagrzewa się w czasie 2 minut - trochę długawo...
* wydaje mrożące krew w żyłach dźwięki podczas pompowania wody z generatora do żelazka :D takie głośne siorbanie do którego można się jednak przyzwyczaić :)
Wiem, że są lepsze generatory pary ale też kosztują sporo więcej. Nie ma się co oszukiwać - nie każdego stać na taki wydatek i nie każdy dostanie takie cudo w prezencie. Z mojego Boscha (pomimo plusów i minusów) jestem zadowolona a prasuję naprawdę sporo: koszulki męża (ma ich bardzo, bardzo dużo), moje sukienki, bluzki, spodnie - szafa się nie domyka. Do tego podczas szycia prasuję praktycznie po każdym mniejszym lub większym przeszyciu. A na deser dojdą ciuszki Stasia, których już jest bardzo dużo ;)
Cieszę się też, że pomimo dość intensywnego użytkowania generator nie przecieka, jak to miało miejsce w przypadku innych marek. Tfu tfu i oby tak dalej.
I to byłoby na tyle. Kolejnym ułatwiaczem domowo-krawiecko-ciążowego życia będzie odkurzacz Zelmer.
Do usłyszenia niebawem!
Sus
22 marca 2013
Zrobiona na szaro vol 2
Sukienkę już znacie więc czas pokazać to co powstało z resztek szarej dresówy. Nic odkrywczego ani nic szokującego - po prostu trzecia (tak, tak!) bluzka uszyta z Papaverowego wykroju. Już kiedyś wspominałam, że ten krój wybitnie mi leży.
Nuda, nuda straszna.
Tym razem nie obszywałam dekoltu lamówką ani nie kontrastowałam intensywnym kolorem tylko tak jak zakładał projekt - skroiłam obłożenia. Jedynym ozdobnym akcentem jest naszyta kieszonka przyozdobiona dwoma, małymi ćwiekami w kształcie serduszek - moimi ulubionymi.
Dzianina jest dość gruba, rozciągliwa i ma tendencję do zwijana się. Wpierw dół bluzki przeszyłam jeden raz ale momentalnie zaczął się zwijać i musiałam przeszyć go po raz drugi. W miarę go utemperowałam ale i tak czuję, że cały czas będzie dawał mi w kość i nie leżał idealnie gładko. Rękawki są obszyte ściegiem rolującym na overlocku i zostawione na surowo.
Poza tym dzianina jest super-hiper i ma od spodu miśka - a misiek jest cieplutki i milutki ;)
Efekt końcowy to szara masa ale jakże mi odpowiadająca :)
Gdyby ktoś miał ochotę uszyć sobie taką bluzkę to przypominam, że pod tym LINKIEM znajdzie tutorial opracowany przeze mnie. Zachęcam!
Poza tym chciałam pochwalić się moimi ostatnimi zakupami (nie, nie - nie materiałowymi) - co prawda skromnymi ale przecież nic tak nie cieszy jak nowy ciuch, buty czy torebka ;) Co warte podkreślenia są to zakupy od polskich producentów i dlatego chciałam o nich napisać.
Trochę dziwnie pisać o Marcie czyli o Manufakturze MMS "producent" bo to młoda i szalenie zdolna projektantka, która swoimi torbami w 100% trafia w mój gust. Z drugiej strony szyje te torby, produkuje, wytwarza - a więc wypisz-wymaluj producent pełną gębą! Mój torbiszon jest uszyty z jeansu i zamszu alkantara w intensywnych kolorach a wnętrze ma podszyte piękną podszewką w kwiatowy wzór. I jest lekki. Gdyby ktoś był zainteresowany zakupem takiej torby to zapraszam -> TUTAJ. Lepiej kupić teraz póki kolekcja Marty jest w przystępnych cenach bo gdy zdobędzie sławę Diora czy Chanel to trzeba będzie wziąć kredyt na zakupy ;)
Kolejnym (i ostatnim póki co...) zakupem są balerinki z czarnej skórki i z ozdobnym zamkiem - znienawidzony przez mężczyzn fason damskich butów. Mój Mąż oczywiście także zalicza się do tej grupy :] No nic, będzie musiał jakoś przeżyć bo ja baleriny uwielbiam i mam na oku jeszcze jedną parę - tym razem w pastelowych kolorach. Prawdopodobnie wywołam tym u niego palpitację serca :-) Balerinki z ozdobnym zamkiem także pochodzą od polskiego producenta i są sprzedawane na Allegro -> KLIK
Piszę o tym dlatego, ponieważ ujęła mnie postawa Pani Agnieszki, która totalnie angażuje się w sprzedaż i w to aby klient był zadowolony z dokonanego zakupu. Doradzi, pomoże wybrać odpowiedni rozmiar i tęgość buta - byleby było wygodnie. Fajnie, że są takie osoby, które chcą aby klient był naprawdę zadowolony i aby kiedyś znów coś u nich kupił.
Pozdrawiam!
Sus
PS. Jeszcze jedna sprawa, która troszkę mnie krępuje ale czuję, że powinnam coś więcej napisać choć... nie tak to sobie zaplanowałam.
W poprzednim wpisie napomknęłam, że teraz będę potrzebować ciuchów wygodnych i niekrępujących ruchów. W większości przypadków kobiety są istotami cholernie domyślnymi i potrafią czytać pomiędzy wierszami jak nikt inny. No więc domyślne kobiety same wyniuchały, że jestem w ciąży. Poinformowanie Was o tym nie było moim celem, ja sama bym się nie domyśliła. Owszem miałam nadzieję, iż to samo wypłynie, zresztą nie miałam zamiaru ukrywać się czy wciągać brzuch do zdjęć bo to byłoby kretyńskie. Tylko byłam ciekawa kiedy same się zorientujecie. No nic, przez własną głupotę mój niecny plan nie wypalił :>
Obiecuję nie zamęczać Was ciągłymi wpisami o ciąży, tak samo jak konsekwentnie unikam wpisów dotyczących życia prywatnego czy zabaw typu "napisz coś o sobie". Mnie to wszystko po prostu bardzo krępuje tak samo jak krępuje (a raczej doprowadza do szału) ciągłe dopytywanie się "jak się czujesz" i mniej lub bardziej niedyskretne zerkanie na brzuch - MÓJ BRZUCH!
Staram się żeby blog traktował głównie o szyciu i niech tak zostanie, przynajmniej wzbogaci się o kilka ciuchów ciążowych lub a'la ciążowych (nie wiem z jaką szybkością brzucho będzie rósł). Póki co przede mną najtrudniejszy okres czyli lato, które mnie z lekka przeraża. Z pewnością będę musiała zainwestować w jakieś zwiewne sukienki czy bluzki ale nie chciałabym żeby były tylko na ciążę.
Mam też nadzieję, że za jakiś czas pojawią się tutaj kolorowe maskoty i inne dziecięce drobiazgi made by Susanna. Fajnie byłoby gdyby przyszłe mamy znalazły na moim blogu coś inspirującego choć w tej chwili sama przetrząsam internet w poszukiwaniu inspiracji. To byłoby na tyle.
Aha liczę się z tym, że za jakiś czas mogę wypaść z blogosfery. Gdyby tak było to zostawię bloga i wszystkie treści na nim opublikowane do wglądu dla potomnych.
Paaaa...
Nuda, nuda straszna.
Tym razem nie obszywałam dekoltu lamówką ani nie kontrastowałam intensywnym kolorem tylko tak jak zakładał projekt - skroiłam obłożenia. Jedynym ozdobnym akcentem jest naszyta kieszonka przyozdobiona dwoma, małymi ćwiekami w kształcie serduszek - moimi ulubionymi.
Dzianina jest dość gruba, rozciągliwa i ma tendencję do zwijana się. Wpierw dół bluzki przeszyłam jeden raz ale momentalnie zaczął się zwijać i musiałam przeszyć go po raz drugi. W miarę go utemperowałam ale i tak czuję, że cały czas będzie dawał mi w kość i nie leżał idealnie gładko. Rękawki są obszyte ściegiem rolującym na overlocku i zostawione na surowo.
Poza tym dzianina jest super-hiper i ma od spodu miśka - a misiek jest cieplutki i milutki ;)
Efekt końcowy to szara masa ale jakże mi odpowiadająca :)
Gdyby ktoś miał ochotę uszyć sobie taką bluzkę to przypominam, że pod tym LINKIEM znajdzie tutorial opracowany przeze mnie. Zachęcam!
Poza tym chciałam pochwalić się moimi ostatnimi zakupami (nie, nie - nie materiałowymi) - co prawda skromnymi ale przecież nic tak nie cieszy jak nowy ciuch, buty czy torebka ;) Co warte podkreślenia są to zakupy od polskich producentów i dlatego chciałam o nich napisać.
Trochę dziwnie pisać o Marcie czyli o Manufakturze MMS "producent" bo to młoda i szalenie zdolna projektantka, która swoimi torbami w 100% trafia w mój gust. Z drugiej strony szyje te torby, produkuje, wytwarza - a więc wypisz-wymaluj producent pełną gębą! Mój torbiszon jest uszyty z jeansu i zamszu alkantara w intensywnych kolorach a wnętrze ma podszyte piękną podszewką w kwiatowy wzór. I jest lekki. Gdyby ktoś był zainteresowany zakupem takiej torby to zapraszam -> TUTAJ. Lepiej kupić teraz póki kolekcja Marty jest w przystępnych cenach bo gdy zdobędzie sławę Diora czy Chanel to trzeba będzie wziąć kredyt na zakupy ;)
Kolejnym (i ostatnim póki co...) zakupem są balerinki z czarnej skórki i z ozdobnym zamkiem - znienawidzony przez mężczyzn fason damskich butów. Mój Mąż oczywiście także zalicza się do tej grupy :] No nic, będzie musiał jakoś przeżyć bo ja baleriny uwielbiam i mam na oku jeszcze jedną parę - tym razem w pastelowych kolorach. Prawdopodobnie wywołam tym u niego palpitację serca :-) Balerinki z ozdobnym zamkiem także pochodzą od polskiego producenta i są sprzedawane na Allegro -> KLIK
Piszę o tym dlatego, ponieważ ujęła mnie postawa Pani Agnieszki, która totalnie angażuje się w sprzedaż i w to aby klient był zadowolony z dokonanego zakupu. Doradzi, pomoże wybrać odpowiedni rozmiar i tęgość buta - byleby było wygodnie. Fajnie, że są takie osoby, które chcą aby klient był naprawdę zadowolony i aby kiedyś znów coś u nich kupił.
Pozdrawiam!
Sus
PS. Jeszcze jedna sprawa, która troszkę mnie krępuje ale czuję, że powinnam coś więcej napisać choć... nie tak to sobie zaplanowałam.
W poprzednim wpisie napomknęłam, że teraz będę potrzebować ciuchów wygodnych i niekrępujących ruchów. W większości przypadków kobiety są istotami cholernie domyślnymi i potrafią czytać pomiędzy wierszami jak nikt inny. No więc domyślne kobiety same wyniuchały, że jestem w ciąży. Poinformowanie Was o tym nie było moim celem, ja sama bym się nie domyśliła. Owszem miałam nadzieję, iż to samo wypłynie, zresztą nie miałam zamiaru ukrywać się czy wciągać brzuch do zdjęć bo to byłoby kretyńskie. Tylko byłam ciekawa kiedy same się zorientujecie. No nic, przez własną głupotę mój niecny plan nie wypalił :>
Obiecuję nie zamęczać Was ciągłymi wpisami o ciąży, tak samo jak konsekwentnie unikam wpisów dotyczących życia prywatnego czy zabaw typu "napisz coś o sobie". Mnie to wszystko po prostu bardzo krępuje tak samo jak krępuje (a raczej doprowadza do szału) ciągłe dopytywanie się "jak się czujesz" i mniej lub bardziej niedyskretne zerkanie na brzuch - MÓJ BRZUCH!
Staram się żeby blog traktował głównie o szyciu i niech tak zostanie, przynajmniej wzbogaci się o kilka ciuchów ciążowych lub a'la ciążowych (nie wiem z jaką szybkością brzucho będzie rósł). Póki co przede mną najtrudniejszy okres czyli lato, które mnie z lekka przeraża. Z pewnością będę musiała zainwestować w jakieś zwiewne sukienki czy bluzki ale nie chciałabym żeby były tylko na ciążę.
Mam też nadzieję, że za jakiś czas pojawią się tutaj kolorowe maskoty i inne dziecięce drobiazgi made by Susanna. Fajnie byłoby gdyby przyszłe mamy znalazły na moim blogu coś inspirującego choć w tej chwili sama przetrząsam internet w poszukiwaniu inspiracji. To byłoby na tyle.
Aha liczę się z tym, że za jakiś czas mogę wypaść z blogosfery. Gdyby tak było to zostawię bloga i wszystkie treści na nim opublikowane do wglądu dla potomnych.
Paaaa...
5 października 2012
Jestem szmaciarą!
Do napisania tego tekstu skłoniła mnie niedawna rozmowa z właścicielką sklepu tekstylnego. Po głębszych przemyśleniach doszłam do jednoznacznego wniosku: jestem szmaciarą i wcale się tego nie wstydzę! Co więcej - jest mi z tym nawet dobrze.
Akt pierwszy:
Serce zaczyna Wam mocniej bić przekraczając próg sklepu z tekstyliami. Przychodzicie po jedną tkaninę ale wychodzicie z ośmioma. Argumentacja mająca na celu wyczyszczenie sumienia jest różna:
* teraz jest a za tydzień pewnie wykupią
* 8 zł/m - ale cena! Muszę kupić!
* o jaki ładny odcień różowego - z takiego jeszcze nie szyłam. Kupuję!
* o jaki ładny odcień zielonego - takiego jeszcze nie mam. Kupuję!
* o jaki piękny beż - idealny na bluzkę z długim rękawem. A przecież miałam taką uszyć. Kupuję!
* o jaki śliczny brązik i jak cudnie podkreśla kolor moich oczu. Biorę!
* niech pani kupi bo szybko schodzi. Ostatnio poszła cała belka w dwa dni - typowy tekst Pani sprzedającej w tekstylnym, który potrafi zasiać w sercu ziarenko strachu i niepewności... Fakt - czasami się sprawdza.
* oh jaki piękny flausz - co prawda nie mam w planach szycia płaszcza ale jest tak piękny, że grzechem byłoby nie kupić! Niech leży :)
* nic więcej pani nie kupuje?! Naprawdę??!! A widziała pani te nowe kuponiki z Niemiec? Końcówki serii, rarytasik, mamy tylko po jednej sztuce. Zaraz pokażę - i wiadomo jak to się kończy
I tym sposobem w domu nie ma miejsca ponieważ wszędzie piętrzą się stosy i stosiki tkanin. Na zaś, na potem.
Akt drugi:
Wchodząc do lumpeksu czujecie dreszczyk emocji a swoje kroki od razu kierujecie na dział z zasłonami i pościelą. O nierozważni Anglicy, Szwedzi i Amerykanie - pozbywacie się prawdziwych perełek! Pozbywacie się dobrej jakościowo BAWEŁNY i LNU (!) ale dobrze, dobrze - róbcie tak dalej... My chętnie skorzystamy i zrecyklingujemy zasłony, serwety oraz pościel i powstaną z tego prawdziwe krawieckie cacka. Rodzina i znajomi prędzej czy później zapytają: gdzie kupiłaś taką piękną sukienkę?! Prawda jest taka, że potem popukają się w czoło słysząc, że to ze starych zasłon ale co tam - nie znają się. Nie zdają sobie sprawy jakie skarby kryją lumpeksowe hale.
Akt trzeci:
Idąc w odwiedziny do babci/cioci/sąsiadki (niepotrzebne skreślić) taszczycie pod pachą ogromną bombonierę. To tak na wszelki wypadek bo nóż-widelec starsza pani otworzy tapczan, w którym przechowuje skarby zakupione w czasach PRL'u i powie: dziecko miałam te materiały wyrzucić ale może Tobie się przydadzą? Wybierz sobie co chcesz.
Druga opcja jest taka, że przy odrobinie szczęścia możecie trafić na prawdziwą żyłę złota w postaci sterty jedwabnych chust i apaszek z Milanówka :] Świeczki stają Wam w oczach... tak tak, udało się! Cel osiągnięty! Babciu kocham Cię!!
Zatem...
W potocznej mowie wyrażenie szmaciara/szmaciarz jest odbierane negatywnie, wręcz uwłaczająco. Dlatego apeluję aby w naszym krawieckim światku zmienić negatywny odbiór tego wyrażenia na pozytywny :)
W głębi serca uśmiecham się bo to tak jest - naprawdę jestem szmaciarą i wcale się tego nie wstydzę. Kocham tkaniny, uwielbiam je kupować a przed zakupem mieść w dłoniach, głaskać i przytulać - i z tej racji w tekstylnym zawsze wydaję więcej niż zaplanowałam a w domu naprawdę nie mam już wolnego miejsca na nowe nabytki. A i tak dokupuję - na kiedyś tam. Jak za komuny chociaż wiem, że te sklepy nagle nie znikną z powierzchni ziemi, że nie trzeba już chomikować i kupować na zapas bo akurat dziś rzucili bielską wełnę. Pocieszającym jest fakt, iż nie jestem odosobniona w takim postępowaniu i na to samo schorzenie cierpi np. właścicielka sklepu tekstylnego, w którym bardzo często robię zakupy :)
W takim razie kto się nie wstydzi być szmarciarą/szmaciarzem - ręka do góry :)
Pozdrawiam!
Sus
PS1. Mam nadzieję, że nie uraziłam Was tym tekstem.
PS2. Tkaniny ze zdjęć to moje niedawne, zupełnie spontaniczne zakupy...
Akt pierwszy:
Serce zaczyna Wam mocniej bić przekraczając próg sklepu z tekstyliami. Przychodzicie po jedną tkaninę ale wychodzicie z ośmioma. Argumentacja mająca na celu wyczyszczenie sumienia jest różna:
* teraz jest a za tydzień pewnie wykupią
* 8 zł/m - ale cena! Muszę kupić!
* o jaki ładny odcień różowego - z takiego jeszcze nie szyłam. Kupuję!
* o jaki ładny odcień zielonego - takiego jeszcze nie mam. Kupuję!
* o jaki piękny beż - idealny na bluzkę z długim rękawem. A przecież miałam taką uszyć. Kupuję!
* o jaki śliczny brązik i jak cudnie podkreśla kolor moich oczu. Biorę!
* niech pani kupi bo szybko schodzi. Ostatnio poszła cała belka w dwa dni - typowy tekst Pani sprzedającej w tekstylnym, który potrafi zasiać w sercu ziarenko strachu i niepewności... Fakt - czasami się sprawdza.
* oh jaki piękny flausz - co prawda nie mam w planach szycia płaszcza ale jest tak piękny, że grzechem byłoby nie kupić! Niech leży :)
* nic więcej pani nie kupuje?! Naprawdę??!! A widziała pani te nowe kuponiki z Niemiec? Końcówki serii, rarytasik, mamy tylko po jednej sztuce. Zaraz pokażę - i wiadomo jak to się kończy
I tym sposobem w domu nie ma miejsca ponieważ wszędzie piętrzą się stosy i stosiki tkanin. Na zaś, na potem.
Akt drugi:
Wchodząc do lumpeksu czujecie dreszczyk emocji a swoje kroki od razu kierujecie na dział z zasłonami i pościelą. O nierozważni Anglicy, Szwedzi i Amerykanie - pozbywacie się prawdziwych perełek! Pozbywacie się dobrej jakościowo BAWEŁNY i LNU (!) ale dobrze, dobrze - róbcie tak dalej... My chętnie skorzystamy i zrecyklingujemy zasłony, serwety oraz pościel i powstaną z tego prawdziwe krawieckie cacka. Rodzina i znajomi prędzej czy później zapytają: gdzie kupiłaś taką piękną sukienkę?! Prawda jest taka, że potem popukają się w czoło słysząc, że to ze starych zasłon ale co tam - nie znają się. Nie zdają sobie sprawy jakie skarby kryją lumpeksowe hale.
Akt trzeci:
Idąc w odwiedziny do babci/cioci/sąsiadki (niepotrzebne skreślić) taszczycie pod pachą ogromną bombonierę. To tak na wszelki wypadek bo nóż-widelec starsza pani otworzy tapczan, w którym przechowuje skarby zakupione w czasach PRL'u i powie: dziecko miałam te materiały wyrzucić ale może Tobie się przydadzą? Wybierz sobie co chcesz.
Druga opcja jest taka, że przy odrobinie szczęścia możecie trafić na prawdziwą żyłę złota w postaci sterty jedwabnych chust i apaszek z Milanówka :] Świeczki stają Wam w oczach... tak tak, udało się! Cel osiągnięty! Babciu kocham Cię!!
Zatem...
W potocznej mowie wyrażenie szmaciara/szmaciarz jest odbierane negatywnie, wręcz uwłaczająco. Dlatego apeluję aby w naszym krawieckim światku zmienić negatywny odbiór tego wyrażenia na pozytywny :)
W głębi serca uśmiecham się bo to tak jest - naprawdę jestem szmaciarą i wcale się tego nie wstydzę. Kocham tkaniny, uwielbiam je kupować a przed zakupem mieść w dłoniach, głaskać i przytulać - i z tej racji w tekstylnym zawsze wydaję więcej niż zaplanowałam a w domu naprawdę nie mam już wolnego miejsca na nowe nabytki. A i tak dokupuję - na kiedyś tam. Jak za komuny chociaż wiem, że te sklepy nagle nie znikną z powierzchni ziemi, że nie trzeba już chomikować i kupować na zapas bo akurat dziś rzucili bielską wełnę. Pocieszającym jest fakt, iż nie jestem odosobniona w takim postępowaniu i na to samo schorzenie cierpi np. właścicielka sklepu tekstylnego, w którym bardzo często robię zakupy :)
W takim razie kto się nie wstydzi być szmarciarą/szmaciarzem - ręka do góry :)
Pozdrawiam!
Sus
PS1. Mam nadzieję, że nie uraziłam Was tym tekstem.
PS2. Tkaniny ze zdjęć to moje niedawne, zupełnie spontaniczne zakupy...
10 września 2012
Zdolne kobiety w sieci (złapane)
Proszę Państwa dziś będzie wpis stricte reklamowy. Będę reklamować moje zdolne koleżanki blogerki, które szyją i tworzą cuda cudeńka!
Na dobry początek Klaudia zwana też Złotym Kotem lub zdrobniale naszym forumowym Kiciusiem :) Klaudię poznałam osobiście na pierwszym forumowym spocie. Nigdy nie zapomnę jak będąc pod wpływem... i w doskonałych humorach... trzasłyśmy się głowami tak mocno, że aż zobaczyłam gwiazdy! A potem niemal udusiłam się ze śmiechu :D
W każdym razie Klaudia jest odważną kobietą. Bardzo jej tej odwagi zazdroszczę. Można powiedzieć, że sama przekwalifikowała się i zaczęła szyć a następnie założyła własną firmę -> claudiam.pl
I mknie do przodu jak burza!
Na blogu Klaudii wypatrzyłam przecudnej urody sukienkę, którą zamówiłam i którą dla mnie uszyła. W ogóle to nie tylko sukienkę ale i bonus w postaci bluzki, która odkrywa brzucho (nie jestem przekonana czy mój powinien oglądać światło dzienne). Klaudia dziękuję! Gdy zobaczyłam sukienkę to pomyślałam, że Cię kocham :D I zdania nie zmienię.
Sukienka ma interesujący krój... Długo kombinowałam w który otwór włożyć głowę?! Krzywo uszyta :P nie nie, wszystko z nią OK! To tak ma być :)
Gdyby ktoś reflektował na intrygującą sukienkę w pasy i na inne ciekawe projekty uszyte przez Klaudię to zapraszam do jej sklepu -> claudiam.pl
A teraz słów kilka o kobiecie, która tworzy lampworkowe cudeńka. Z pewnością wiele z Was wie o kogo chodzi - oczywiście o Joasię Orlikowską.
Zachwyciłam się wisiorkiem-żabką, który wypatrzyłam na blogu Maryś (tak w ogóle to Maryś też jest nieprzyzwoicie zdolną kobietą z fenomenalnym zmysłem artystycznym) i postanowiłam zamówić podobny. No więc mam swoją żabulę i cieszę się jak dziecko :) Bardzo dużo osób pyta gdzie kupiłam ten wisiorek - są zachwyceni!
To ja sobie od Was, Drogie Koleżanki, pożyczę trochę odwagi :) Gratuluję Wam z całego serca i życzę dalszych sukcesów!
Pozdrawiam!
Sus
Na dobry początek Klaudia zwana też Złotym Kotem lub zdrobniale naszym forumowym Kiciusiem :) Klaudię poznałam osobiście na pierwszym forumowym spocie. Nigdy nie zapomnę jak będąc pod wpływem... i w doskonałych humorach... trzasłyśmy się głowami tak mocno, że aż zobaczyłam gwiazdy! A potem niemal udusiłam się ze śmiechu :D
W każdym razie Klaudia jest odważną kobietą. Bardzo jej tej odwagi zazdroszczę. Można powiedzieć, że sama przekwalifikowała się i zaczęła szyć a następnie założyła własną firmę -> claudiam.pl
I mknie do przodu jak burza!
Na blogu Klaudii wypatrzyłam przecudnej urody sukienkę, którą zamówiłam i którą dla mnie uszyła. W ogóle to nie tylko sukienkę ale i bonus w postaci bluzki, która odkrywa brzucho (nie jestem przekonana czy mój powinien oglądać światło dzienne). Klaudia dziękuję! Gdy zobaczyłam sukienkę to pomyślałam, że Cię kocham :D I zdania nie zmienię.
Sukienka ma interesujący krój... Długo kombinowałam w który otwór włożyć głowę?! Krzywo uszyta :P nie nie, wszystko z nią OK! To tak ma być :)
Gdyby ktoś reflektował na intrygującą sukienkę w pasy i na inne ciekawe projekty uszyte przez Klaudię to zapraszam do jej sklepu -> claudiam.pl
A teraz słów kilka o kobiecie, która tworzy lampworkowe cudeńka. Z pewnością wiele z Was wie o kogo chodzi - oczywiście o Joasię Orlikowską.
Zachwyciłam się wisiorkiem-żabką, który wypatrzyłam na blogu Maryś (tak w ogóle to Maryś też jest nieprzyzwoicie zdolną kobietą z fenomenalnym zmysłem artystycznym) i postanowiłam zamówić podobny. No więc mam swoją żabulę i cieszę się jak dziecko :) Bardzo dużo osób pyta gdzie kupiłam ten wisiorek - są zachwyceni!
To ja sobie od Was, Drogie Koleżanki, pożyczę trochę odwagi :) Gratuluję Wam z całego serca i życzę dalszych sukcesów!
Pozdrawiam!
Sus
Subskrybuj:
Posty (Atom)