Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złoty Krój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złoty Krój. Pokaż wszystkie posty

20 stycznia 2019

Maraton ze Złotym Krojem

Czekałam, czekałam i się doczekałam :) Postanowiłam zaczekać, aż zrealizuję wszystkie zlecenia, które opierałam o Złoty Krój zanim umieszczę nowy wpis na blogu. Trochę mi zeszło ponieważ część zleceń była z jesieni a część teraz ze stycznia ale... oto one!


8 maja 2018

Złotokrojowe poczynania

Ostatnio cały czas coś przerabiam (skracam, zwężam, wszywam, łatam) tak, że na tradycyjne szycie nie starcza mi czasu. Na szczęście trafiło mi się kilka zleceń  na szycie od A do Z. Fajnie mieć co jakiś czas odskocznię od przeróbek.

5 listopada 2017

Nie planowałam tego szyć.

Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że otrzymam zlecenie uszycia bluz medycznych. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że będą one dla pielęgniarek pracujących w hospicjum pod opieką którego 4 lata temu była moja Mama...

20 października 2017

Mała rzecz a cieszy - bluza ze Złotego Kroju.

Wieki całe nie szyłam ze Złotego Kroju. Okazja nadarzyła się gdy jedna z czytelniczek bloga (Ewelina pozdrawiam!) zleciła mi uszycie bluzy z reglanowymi rękawami.


10 lipca 2015

Złoty Krój i Papavero w jednym zestawie


Dawno nie szyłam ze Złotego Kroju. Szczerze mówiąc to od urodzenia Stasia bazuję głównie na starych wykrojach. Rzecz w tym, że na spódnicę z wysokim stanem miałam chrapkę od dawna. Od kilku lat była zaznaczona w złotokrojowym zeszycie i czekała na swój dzień.


21 stycznia 2013

Koronkowa, dwuwarstwowa ze Złotego Kroju

Oczywiście chodzi o spódnicę.

Jakimś cudem zdążyłam ją uszyć przed kolacją wigilijną choć popełniłam jeden, zasadniczy i najgłupszy z możliwych błąd - dodałam za mało zapasu na szwy. Zawsze dodaję za dużo -  tak tym razem coś zamroczyło mój umysł i dodałam za mało. W związku z tym szwy mają szerokość 0,5 cm a ja sama ledwo mieszczę się w kieckę. Użytkować jej w najbliższym czasie nie będę.

Szkoda... wielka szkoda, że nic  tego nie wyszło bo koronka prześliczna. Problematyczna w szyciu ale śliczna. Na zdjęciach kolor w ogóle nie wyszedł ale w rzeczywistości koronka  jest miodowo-brązowa.  Krojona z takim pietyzmem... yhh. Trudno, mam nauczkę na przyszłość.


Spódnicę szyłam na wzór tej uszytej dla Sylwii - także tym razem wykrój lekko przerobiłam zwężając go ku dołowi i nadając spódnicy kształt ołówka. Za podszewkę robi czekoladowa tkanina z minimalnym dodatkiem czegoś elastycznego.


Z tyłu jest zapinana na zamek błyskawiczny i ma rozcięcie umożliwiające normalne przemieszczanie się.


Kurcze nie mogę patrzeć na te zdjęcia, krew mnie zalewa...

Pozdrawiam!
Sus


PS. Przepraszam za beznadzieje fotki. Na śląsku szaro, buro i ponuro. Zresztą u mnie na blogu nigdy nie było wybitnych zdjęć - prócz tych robionych przez profesjonalnego fotografa :]

31 października 2012

Ostatnie marzenie Sylwii: klasyczny ołówek ze Złotego Kroju

To już czwarte i ostatnie marzenie Sylwii - przynajmniej na dzień dzisiejszy, bo znając życie za jakiś czas znów zada mi coś do uszycia :)
Trzy poprzednie marzenia przeobraziły się w zgrabne sukienki (klikklikklik) zaś to ostatnie w klasyczną spódnicę ołówkową.


Ziejąc czarnym humorem, Sylwia nazwała ją spódnicą pogrzebową... czyli wszystko jasne i niczego tłumaczyć nie trzeba. Myślę jednak, że spódnica będzie znacznie częściej wykorzystywana bo to bardzo uniwersalny ciuch, który z pewnością warto mieć w szafie. Gwoli ścisłości - ja takowej nie posiadam. Jeszcze.

Tak jak poprzednio, tak i tym razem, szyłam ze Złotego Kroju. W złotym wykrojów na proste spódnice jest co najmniej kilka więc wzięłam pierwszy lepszy z brzegu. Możecie mi wierzyć lub nie ale  poprawki były niemal kosmetyczne - znów hojnie dodałam na szwy boczne i musiałam trochę zebrać w biodrach. Uprzedzając pytanie o sprawdzalność Złotego kroju napiszę tak: nie jestem masochistką i nie męczyłabym szyjąc cztery razy pod rząd z systemu, który nie sprawdza się.


Wprowadziłam dwie niewielkie modyfikacje: dość mocno zwęziłam spódnicę ku dołowi nadając jej pożądany kształt oraz zrobiłam rozporek zakładany na tylnym szwie - w końcu jakoś trzeba się przemieszczać ;)



Spódnica jest podszyta czarną, atłasową podszewką i ma uszka do powieszania na wieszaku.


Co tu dużo mówić - podoba mi się tak bardzo, że sama zamarzyłam o podobnej :)

Pozdrawiam!
Sus

30 sierpnia 2012

Trzecie marzenie Sylwii: sukienka w grochy (kolejna) ze Złotego Kroju

Groszki - to brzmi zbyt infantylnie... To grochy z prawdziwego zdarzenia - duże i konkretne. Zawsze modne, pełne uroku, co pewien czas powracają do świata mody i wszyscy robią wielkie "WOW". Blogereki "samoszyjące" modzie nie hołdują, raczej czerpnią z niej inspiracje i szyją z tego co im wpadnie w oko :]

W tej chwili Sylwia ma już drugą sukienkę w groszki, która z kolei jest jej trzecim marzeniem.



Niemal identyczną sukienkę uszyłam do siebie już kilka miesięcy temu (KLIK). Tylko moja ma rękawki z zakładkami i jest uszyta z grubszego materiału (kaszmir). Sus przytyła i sukienka jest ciasnawa. Trzeba uszyć nową.

Sukienka Sylwii to mix modelu 1 i 2 z zestawu startowego Złotego Kroju:



Uszyta  z jedwabiu indonezyjskiego (tak jak sukienka w białe groszki -> KLIK) fajnie się nosi i jest przyjemna w dotyku. Jedwabiu indonezyjskiego nie ma co porównywać z naszym Milanówkiem, który jest po prostu genialny ale "silka indonezyjska" to też fajna tkanina.

Sukienkę uszyłam na dwa dni przed naszym urlopowym wyjazdem - ufff zdążyłam.




Ciuszek szyło się bardzo przyjemnie i praktycznie bezproblemowo. Mniej przyjemnie nanosiło się zakładki a najwięcej kłopotu sprawiło wszywanie odszycia podkroju pach i dekoltu. Nie jestem  w tym biegła więc zrobiłam partyzantkę wg własnego "widzimisię" i osobno odszyłam dekolt oraz pachy.


Z pewnością zauważyliście małą zmianę tła ;) Powód prozaiczny - zdjęcia robiłam wieczorem, w  mieszkaniu było już za ciemno a na dworze było jeszcze trochę słoneczka więc postawiłam manekina przed domem. Raczej tego nie powtórzę (chyba, że  pogoda mnie do tego zmusi) bo sąsiedzi dziwnie na mnie zerkali ;)

Pozdrawiam!
Sus

26 czerwca 2012

Złotokrojowo-materiałowe zakupy

Przez ostatnie tygodnie trochę się tych zakupów nagromadziło.
Będąc przy kasie praktycznie nie jestem w stanie odmówić sobie szybkiej wycieczki do Łazisk Górnych i zakupu kilku materów tkanin w tamtejszym tekstylnym. Fatalnie, jestem wiecznie spłukana :D
Oprócz zakupów w sklepie stacjonarnym przeglądam forumową giełdę w nadziei "wyrwania" jakieś okazji. Muszę przyznać, że warto trzymać "rękę na pulsie" - w ten sposób już kiedyś zakupiłam piękne tkaniny od Kory a ostatnio ITA wyprzedaje nadwyżki tkanin ze swojej pracowni.
Z kolei z bloga Lali trafiłam na stronę Textilmaru, w którym poczyniłam skromniutkie zakupy w postaci kilku metrów bawegi inteligentnej z przeznaczeniem na żakiet i spodnie.
A na deser Złoty Krój - dotarł już do mnie najnowszy zeszyt z wykrojami nr 285 (lato 2012). Chciałabym niektóre z nich pokazać :)


(ten zestaw skradł moje serce - mam nadzieję, że dam radę uszyć wszystkie elementy) 



 (sukienka przepiękna ale żakiecik a'la Chanel "chodzi" za mną od dawna. Co ciekawe są to wykroje dla pań o wąskiej talii.)


 (nie spodziewałam się natknąć na bikini w Złotym Kroju)


Paczuszka od ITY a w niej:
* przecudnej urody ŻAKARD
* miękkie i lejące się MERINO - pierwszy raz mam ten materiał w łapkach
* kawałek tkaniny z przeznaczeniem na spódniczkę lub bermudy (o ile pamiętam był gratisem)



Zakupy z tekstylnego w Łaziskach Górnych:
* miękka bawełna w groszki
* jedwab indonezyjski, z którego szyłam już sukienkę dla Sylwii
* jedwab (prawdopodobnie włoski) - on ma takie mieniące się pasy, krórych niestety nie widać na zdjęciu :(
* mięciutka dzianina z przenzaczeniem na letnią sukienkę


Zakupy z Textilmarze:
* bawega inteligentna - podobno nie gniecie się



I to byłoby na tyle.
W sobotę wybieram sie do Polimexu Pszczyna na małe zakupy pasmanteryjne. Jeśli otrzymam zgodę na robienie zdjęć to udokumentuję tę wycieczkę.

Pozdrawiam!
Sus

20 czerwca 2012

Ostatnia sesja i ostatnie zdjęcia: spodnie ze Złotego Kroju

Jak można łatwo zauważyć wszystkie wcześniejsze zdjęcia moich "uszytków" były robione jednego dnia: KLIK,  KLIK, KLIKKLIK. Tylko włosy, co zmiana ubrań, robiły się coraz bardziej "ulizane" ;)
Spodnie były fotografowane jako ostatnie. Gdy tylko się w nie "wbiłam", na mojej facjacie pojawił się uśmiech wielkości dorodnego banana połączony z wyrazem ulgi. Uffff  wreszcie coś w czym czuję się pewnie i swobodnie. Nie da się ukryć, że uwielbiam tę część garderoby.



Spodnie, które dziś możecie oglądać uszyłam w marcu a pokazywałam je już wcześniej TUTAJ. Jest to model pochodzący ze Złotego Kroju.
Myślę, że dopiero teraz widać jak fajnie leżą i jaki fajny mają kolor. Strasznie podobają mi się w połączeniu z bladoróżowymi dodatkami.

 
Szyłam je na ostatnią chwilę i niestety teraz muszę wprowadzić dwie małe poprawki:
* po pierwsze skrócić o jakieś 1,5-2 cm. Tak długie nogawki fajnie wyglądają do butów na obcasie ale zakładając baleriny nogawki trą po ziemi :D
* po drugie wszyć szlufki na pasek. Do tej pory praktycznie nie nosiłam ozdobnych pasków  i spodni materiałowych (noszę głownie jeansy) i jak nie trudno zauważyć - szlufki są niezbędne aby co chwilę nie poprawiać paska :)
I to wszystko.


Pragnę też poinformować, że więcej sesji zdjęciowych raczej już nie będzie. Robert wybywa więc tym samym tracę fotografa, który potrafił zrobić zdjęcia tak, że nie musiałam "obcinać" sobie głowy ;-)

 Gdyby kogoś interesowało:
* spodnie - Susanna (Złoty Krój)
* bluzka - Papaya (lumpeks)
* torebka - Atmosphere
* buty - Darbut
* bransoletka - made by Susanna
* pasek - Aldi


Całuski!
Sus



26 maja 2012

"Troskliwy niepokój" i drugie marzenie Sylwii

Maryś rozłożyła mnie na łopatki jednym, krótkim stwierdzeniem, które brzmiało: "troskliwy niepokój". Ja rozpisuję się na pół strony a Ona robi wielkie CIACH trafnie podsumowując moje "wypociny literackie". Można powiedzieć, że wydobywa z nich ESENCJĘ ;)
Bo jak wiecie miałam niezłego stracha przed szyciem miarowym. Na Facebooku długo biadoliłam zastanawiając się czy sobie poradzę itd. Maryś wirtualnie podtrzymywała mnie na duchu wierząc, że wszystko będzie OK. Ona jest chyba prorokiem - oto dowód:


Dziękuję Ci Maryś z całego serducha! Jesteś cudowną, wirtualną koleżanką :) Dziękuję, że pierwsza się do mnie odezwałaś - dzięki temu "Cię mam" :] W ogóle to ostatnimi czasy poznaję i współpracuję z samymi cudownymi ludźmi :)

Przechodząc jednak do meritum - oto drugie marzenie Sylwii. Tym razem uszyłam sukienkę z mięciutkiego i bardzo przyjemnego w noszeniu dżerseju punto. Kolor to piękny, czysty ciemny granat zaś na zdjęciach wyszedł jakoś "chabrowato".
Szyłam ze Złotego Kroju, sukienka model 241:



Jak widać jest odcinana w 3 miejscach ale przerobiłam trochę wykrój i pozbyłam się cięcia w talii.
Sukienka, zgodnie z życzeniem Sylwii, jest mocno dopasowana i uszyta "na kość". Natomiast wg. obrazka z wykroju powinna być nieco luźniejsza w talii.


Dekolt standardowo: obłożenie. Wykończenie podkrojów pach: pliska skośna (gdybym jeszcze kiedyś miała szyć tę sukienkę to wszędzie zastosuję obłożenie). Dół podszyty ręcznie. Z tyłu zamek. I to wszystko.



A na koniec "golas" czyli sukienka bez dodatków. Jak dla mnie potrzeba dodatków i to najlepiej w kontrastowych kolorach: bieli, różu, czerwieni. Sylwia dobrała do niej biały pasek, który bardzo fajnie rozjaśnił całość. Poza tym ubrała ją i już nie zdjęła twierdząc, że wraca w niej do domu :) Dokładnie tak samo postąpiła z sukienką w groszki.


Boże jak się cieszę, gdy szyję dla kogoś i ten ktoś jest bardzo, bardzo szczęśliwy i zadowolony :) Lepiej być nie może.

Pozdrawiam serdecznie!!
Sus



PS. Nie wiem co się dzieje ale ostatnio zamieszczam nowe wpisy co kilka dni. To do mnie niepodobne.

10 maja 2012

Będę spełniać marzenia - sukienka w grochy ze Złotego Kroju

Pierwszy raz poczułam się jak wróżka spełniająca marzenia. Trinny kiedyś pisała, że czasem czuje się podobnie.
Sukienkę szyłam dla Sylwii. To jedno z jej 4 marzeń.


Co do samej Sylwii to muszę Wam o niej króciutko opowiedzieć, ponieważ będzie się tutaj od czasu do czasu pojawiać.
Oto kobieta wulkan: wiecznie uśmiechnięta, wesoła, wygadana, o barwie głosu Katarzyny Pakosińskiej i mam wrażenie, że o podobnym poczuciu humoru :)
A prócz tego jest... maleństwem! Przy niej czuję się jak wielkolud :D Niższa ode mnie o jakieś 1,5 głowy.
Sylwię poznałam 2 miesiące temu na nartach. Tym samym poznałam też jej męża, który pracuje w taj samej firmie co i mój (Krzysiu pozdrawiam!) i małą Majkę. Chwilę pogadałyśmy i myślałam, że na tym zakończy się nasza znajomość. Jakież było moje zdziwienie gdy na drugi dzień zadzwonił telefon: "cześć, tu Sylwia, poznałyśmy się wczoraj" i nastąpił "potoksłów" :D
Okazało się, że Sylwia oglądała mojego bloga i bardzo chciała abym jej coś uszyła, bo jak stwierdziła "jest niska i wszystkie ciuchy musi zanosić do krawcowej, więc lepiej uszyć na wymiar i nie mieć kłopotu". Całą rodziną przybyli do nas w odwiedziny a my mogłyśmy się lepiej poznać i wybrać modele do uszycia.

Wybrałyśmy 3 sukienki i jedną klasyczną spódnicę. Wszystko ze Złotego Kroju jak zażyczyła sobie Sylwia.
Następnie pokazałam jej mój "składzik" z materiałami i zasugerowałam jakie tkaniny nadawałby się na poszczególne ciuszki. Wpadła jej w oko cienka tkanina w groszki. Właściwie, to można powiedzieć, że oszalała na jej punkcie ;) Na szczęście jeszcze była w sklepie.

Na pierwszy ogień poszła sukienka model 81 z zeszytu nr: 284.



Jak widać fason prosty ale niepozbawiony uroku. Jedynie z dekoltem było trochę zabawy. Dodatkowo lekko ją wytaliowałam i uszyłam pasek w kontrastowym kolorze. Kokardka to moje "widzimisię" - trafne jak się potem okazało. Z tyłu wszyłam kryty zamek. Kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że nawet najprostsza kreacja może zachwycać - pod warunkiem właściwego doboru dodatków.


Regulowany manekin bardzo mi pomógł aczkolwiek nie ma to jak "żywa bryła" w czasie przymiarki :) Największe zaskoczenie:sukienka dobrze leży ale w plecach to po prostu idealnie! Z osiem razy upewniałam się czy nie krępuje ruchów, czy gdzieś "nie ciągnie" itd. Wszystko w najlepszym porządku. Ufff... co za ulga.



Co do materiału to dawno nie szyłam z czegoś tak fajowego. Mam 1,5 m tego cuda w "składziku" ale jeszcze go nie pokroiłam. W każdym razie cienki i przewiewny, mało gniotliwy, praktycznie nie strzępi się podczas szycia, w ogóle nie puszcza koloru. Ideał za 15,50 zł. Wydrukowano na nim made in Indonesia.

Sylwia jest zachwycona a ja szczęśliwa i... dumna.
Niebawem kolejne uszytki ze Złotego Kroju. I nie tylko :)


Pozdrawiam serdecznie!
Sus

PS. A tutaj sukienka "na golasa" czyli taka jak ją projektant stworzył:



22 kwietnia 2012

Bluzka z wodą na żywym "ludziu"

Dawno nie robiłam zdjęć swojej facjacie tzn. sama z pomocą statywu. Miałam do obfotografowania bluzkę z wodą oraz sukienkę z Papavero, o której niebawem napiszę.
Wyjęłam statyw, wszystko sobie poustawiałam i się zaczęło... Na ok. 150 zdjęć może 20 nadaje się do publikacji. Tym samym kolejny raz doceniłam pracę fotografa. Zawsze doceniałam, to nie jest łatwy kawałek chleba, ale to na co fotograf musi patrzeć zanim wybierze zdjęcia do obróbki a potem do publikacji - czysta komedia... albo dramat.

Człowiek stoi i szczerzy się do obiektywu. Żeby chociaż za aparatem stał żywy człowiek. Nie, u nas jest telewizor. To idiotyczne.

Dobra, kończę biadolić. Oto ona - bluzka z "wodą" na żywym organiźmie :) Już ją lubię a kolorek dodaje energii!



Gdyby kogoś interesowało:
* bluzka - Susanna (Złoty krój)
* spodnie - Carry
* czółenka - Darbut
* baleriny - Deichmann
* pasek - Aldi

Pozdrawiam!