Piszę abyście nie myśleli, że zapadłam w sen zimowy a maszynę odłożyłam na półkę.
Uszycie poszewki na poduszkę to nic nadzwyczajnego ale jakoś
nie mogłam się w sobie zebrać i przystąpić do szycia. A czas naglił. Poszewki miały być gotowe na Święta.
W końcu jednak zaczęłam kroić, potem szyć i stwierdziłam, że muszę to skończyć. I bardzo dobrze bo czasem gdy coś zacznę to potem nie potrafię skończyć i robota wlecze się tygodniami a nawet miesiącami :>
Uszyłam
3 poszewki,
proste i dość duże. Dwie poduchy dostaliśmy od Teściowej, służyły nam dzielnie przez kilka lat ale po licznych praniach wyblakły i ładny zielony kolor wypłowiał. Natomiast mniejsza poduszka została wyłowiona w lumpeksie. Zależało mi tylko na fajnym i odpowiednio zbitym wkładzie - i ten taki właśnie jest. Wyprałam, wysuszyłam i przyoblekłam w nową
szatę wierzchnią ;)
Tkanina to oczywiście
bawełna w niektórych miejscach imitująca pikowanie. Wypustka także, oczywiście i naturalnie
bawełniana ;)
Z efektu końcowego jestem zadowolona bo poduchy wprowadzają ciepło do pokoju i fajnie go ożywiają.
A tak poza tym to męczę spódnicę
dwuwarstwową-koronkową i mam nadzieję, że wymęczę ją na Wigilię. Poza tym po Świętach jadę do Radomia zostać po raz trzeci matką chrzestną więc też wypadałoby się jakoś elegancko przyodziać. No nic - wiele przede mną.
Pozdrawiam!
Sus