O ile mnie pamięć nie myli to Ottobre Woman (jedyny egzemplarz jaki posiadam) odkupiłam od Eweliny 2 lata temu. Dlaczego? Ponieważ spodobały mi się sportowe modele: spodnie dresowe, legginsy i sukienka.
No i właśnie dziś będzie o spodniach :]
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spodnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spodnie. Pokaż wszystkie posty
4 maja 2019
29 lipca 2018
O Staśku bidulku, który nie miał się w co ubrać ;)
Oj biedniutki ten nasz Stasiek... taki jakiś pominięty... pominięty w szyciu (broń Boże w życiu!) oczywiście przez wyrodną matkę :P
21 stycznia 2018
Spiderman vs Dzwoneczek - kto wygra?!
Pierwszy post w tym roku wypada akurat w karnawale. A karnawał = przebrania karnawałowe. Do dziś myślałam, że tym wpisem zrobię blogowe "wejście smoka" a tymczasem...
2 czerwca 2014
Bono... na mnie!
30 maja 2014
Mam wodę w piwnicy czyli spodnie za kostkę
3 czerwca 2013
Marzą mi się jeansy...
Oj tak - marzą mi się jeansy. Moje stare, ukochane, znoszone, wytarte, niebieskie... Przekroczyłam już granicę, która oznacza, że w żadne się nie mieszczę. Gdybym tylko dorwała jakieś jeansy ciążowe w lumpeksie - od razu kupiłabym!
Póki co grzecznie przeprosiłam się z pierwszymi spodniami ciążowymi, których nosić nie chciałam bo pogrubiały (jak to idiotycznie brzmi w ciąży! ale taka jest prawda...) a prócz tego uszyłam sobie ciążówki z myślą o lecie: jedne długości 3/4 a drugie w formie krótkich szortów.
Od pierwszego wejrzenia zapałałam miłością do bawełny z lycrą. W etasiemce sprzedała się szybko (to już kolejna dostawa) ale na szczęście odłożyłam sobie kawalątek na przyszły rok. Bardzo podoba mi się ten hawajski wzór - taki lekki i letni. Mogłabym uszyć z tej tkaniny dosłownie wszystko: począwszy od spodni przez spódniczkę i sukienkę a na żakiecie skończywszy. Swoją drogą Ania vel Czeremcha uszyła sobie z takiej samej bawełny spódniczkę -> KLIK
Wracając do spodni - przypominam, że cały czas męczę (znaczy przerabiam i dostosowuję do własnego widzimisię) wykrój 125 A,B z Burdy 2/2012
Spodnie 3/4 mają fajną długość. Bardzo ją lubię, sprawdza się w nieco chłodniejsze dni i pasuje nawet do swetra zarzuconego na ramiona. Dodatkowo moje spodnie mają pęknięcia przy nogawkach (z myślą o spuchniętych łydach).
Szorty powstały z resztek, są sztukowane ale co tam - ważne, że nie będę się w nich gotować czasie upałów (jeśli kiedykolwiek takowe u nas nastaną) a tkanina została godnie zużyta ;) Jeden feler: pas ciążowy z dzianiny świetnie łapie bawełniane koszulki :/
Z kolei długie, klasycznie czarne spodnie też są niezbędne ponieważ przydają się w czasie chłodniejszych dni. Poza tym jeśli przyszła mama nie spuchnie jak balon i będzie w stanie założyć na stopy eleganckie buty na obcasie i jakąś fajną górę, to powstanie całkiem sympatyczny zestaw na większe wyjścia. Bo i takie się czasem zdarzają.
Na tym chyba zakończę szycie spodni ciążowych. Chociaż... kto wie, na 100% nie obiecuję ;) Powiem Wam moje Drogie koleżanki, że umiejętność samodzielnego szycia jest wspaniała! Nie wiem ile set złotych musiałabym wydać kupując ciążówki w sklepie. Nie wiem czy upolowałabym takie fajne w lumpeksie. A tak mam już 4 pary za naprawdę niewielkie pieniądze i małym nakładem pracy bo jak już kiedyś pisałam - takie spodnie szyje się bardzo szybko.
Pozdrawiam Was serdecznie!
Sus
PS. Mam nadzieję, że kolejnym uszytkiem będzie sukienka.
Póki co grzecznie przeprosiłam się z pierwszymi spodniami ciążowymi, których nosić nie chciałam bo pogrubiały (jak to idiotycznie brzmi w ciąży! ale taka jest prawda...) a prócz tego uszyłam sobie ciążówki z myślą o lecie: jedne długości 3/4 a drugie w formie krótkich szortów.
Od pierwszego wejrzenia zapałałam miłością do bawełny z lycrą. W etasiemce sprzedała się szybko (to już kolejna dostawa) ale na szczęście odłożyłam sobie kawalątek na przyszły rok. Bardzo podoba mi się ten hawajski wzór - taki lekki i letni. Mogłabym uszyć z tej tkaniny dosłownie wszystko: począwszy od spodni przez spódniczkę i sukienkę a na żakiecie skończywszy. Swoją drogą Ania vel Czeremcha uszyła sobie z takiej samej bawełny spódniczkę -> KLIK
Wracając do spodni - przypominam, że cały czas męczę (znaczy przerabiam i dostosowuję do własnego widzimisię) wykrój 125 A,B z Burdy 2/2012
![]() |
| zdjęcie pochodzi ze strony burda.pl |
Spodnie 3/4 mają fajną długość. Bardzo ją lubię, sprawdza się w nieco chłodniejsze dni i pasuje nawet do swetra zarzuconego na ramiona. Dodatkowo moje spodnie mają pęknięcia przy nogawkach (z myślą o spuchniętych łydach).
Szorty powstały z resztek, są sztukowane ale co tam - ważne, że nie będę się w nich gotować czasie upałów (jeśli kiedykolwiek takowe u nas nastaną) a tkanina została godnie zużyta ;) Jeden feler: pas ciążowy z dzianiny świetnie łapie bawełniane koszulki :/
Z kolei długie, klasycznie czarne spodnie też są niezbędne ponieważ przydają się w czasie chłodniejszych dni. Poza tym jeśli przyszła mama nie spuchnie jak balon i będzie w stanie założyć na stopy eleganckie buty na obcasie i jakąś fajną górę, to powstanie całkiem sympatyczny zestaw na większe wyjścia. Bo i takie się czasem zdarzają.
Na tym chyba zakończę szycie spodni ciążowych. Chociaż... kto wie, na 100% nie obiecuję ;) Powiem Wam moje Drogie koleżanki, że umiejętność samodzielnego szycia jest wspaniała! Nie wiem ile set złotych musiałabym wydać kupując ciążówki w sklepie. Nie wiem czy upolowałabym takie fajne w lumpeksie. A tak mam już 4 pary za naprawdę niewielkie pieniądze i małym nakładem pracy bo jak już kiedyś pisałam - takie spodnie szyje się bardzo szybko.
Pozdrawiam Was serdecznie!
Sus
PS. Mam nadzieję, że kolejnym uszytkiem będzie sukienka.
17 maja 2013
Pepitka nie każdemu w smak - spodnie ciążowe model 125 A, B; Burda nr: 2/2012
Jedni pepitkę uwielbiają - drudzy nienawidzą. Ja zaliczam się oczywiście do tej pierwszej grupy :) Mam wybitną słabość do pepitki - byle nie za dużej.
Tak na prawdę to moje drugie spodnie ciążowe ale pierwsze, uszyte z cudownie grubego i niezniszczalnego punto (o tego właśnie -> KLIK), nie leżą na mnie tak jak powinny i cały czas coś mi w nich nie pasi. Uznaję, że były one zającem doświadczalnym - dzięki nim te obecne nadają się do noszenia ;)
Tkanina: gruba bawełna we wzór drobnej, czarno-białej pepitki.
Model: 125 A, B Burda nr: 2/2012
Uszyte w mgnieniu oka, potrzebne na już. To zaskakujące jak szybko powiększa się brzuch w ciąży! Do niedawna wchodziłam jeszcze w stare jeansy a teraz... katastrofa. Wcisnę się ale co to za przyjemność czuć ciągły ucisk na brzuchu, który prowadzi do nieprzyjemnych skurczów i twardnienia. Ble...
Spodnie ciążowe szyje się szybko. Nie trzeba wszywać zamka, paska i robić dziurki na guzik - tylko pas podtrzymujący brzuch. Poza tym to udany wykrój, dobrze leży w biodrach i ma idealną dla mnie szerokość nogawek - aczkolwiek pas na brzuch... no właśnie... w tym modelu to jakieś kompletne nieporozumienie. Uszyty zgodnie z wykrojem (rozmiar 36) zaczyna się nad biustem! Nie mam pojęcia jak ogromny brzuch musiałabym mieć aby go wypełnił - ciąża bliźniacza to za mało! Poza tym nie wszystkie babeczki mają wysoko brzuchy - mój jest nisko osadzony aczkolwiek pewnie niebawem trochę się podniesie. Nie wiem też czy będzie duży/bardzo duży/czy ogromny?!
Pas na brzuch jest tutaj chyba najważniejszą sprawą, uszyłam go po swojemu czyli:
- skróciłam o dobre 10 cm
- uszyłam z pojedynczej warstwy cienkiego punto (to jest to mechacące się) a nie z podwójnej jak zaleca Burda
- gumkę wszyłam po swojemu i jest o niebo lepiej :]
(poza tym skróciłam nogawki)
Teraz zabieram się za szycie kolejnych spodni na lato z tego wykroju, tym razem z mieszanki: bawełna + lycra -> KLIK
Znikam bo czas nagli a robota pali się w rękach ;)
Pozdrawiam!
Sus
Ostatnie zdjęcie dedykuję Julii czyli Longredthread - żebyś nie pisała "gdzie masz brzuszek?!" ;)
Tak na prawdę to moje drugie spodnie ciążowe ale pierwsze, uszyte z cudownie grubego i niezniszczalnego punto (o tego właśnie -> KLIK), nie leżą na mnie tak jak powinny i cały czas coś mi w nich nie pasi. Uznaję, że były one zającem doświadczalnym - dzięki nim te obecne nadają się do noszenia ;)
![]() |
| zdjęcie pochodzi ze strony burda.pl |
Tkanina: gruba bawełna we wzór drobnej, czarno-białej pepitki.
Model: 125 A, B Burda nr: 2/2012
Uszyte w mgnieniu oka, potrzebne na już. To zaskakujące jak szybko powiększa się brzuch w ciąży! Do niedawna wchodziłam jeszcze w stare jeansy a teraz... katastrofa. Wcisnę się ale co to za przyjemność czuć ciągły ucisk na brzuchu, który prowadzi do nieprzyjemnych skurczów i twardnienia. Ble...
Spodnie ciążowe szyje się szybko. Nie trzeba wszywać zamka, paska i robić dziurki na guzik - tylko pas podtrzymujący brzuch. Poza tym to udany wykrój, dobrze leży w biodrach i ma idealną dla mnie szerokość nogawek - aczkolwiek pas na brzuch... no właśnie... w tym modelu to jakieś kompletne nieporozumienie. Uszyty zgodnie z wykrojem (rozmiar 36) zaczyna się nad biustem! Nie mam pojęcia jak ogromny brzuch musiałabym mieć aby go wypełnił - ciąża bliźniacza to za mało! Poza tym nie wszystkie babeczki mają wysoko brzuchy - mój jest nisko osadzony aczkolwiek pewnie niebawem trochę się podniesie. Nie wiem też czy będzie duży/bardzo duży/czy ogromny?!
Pas na brzuch jest tutaj chyba najważniejszą sprawą, uszyłam go po swojemu czyli:
- skróciłam o dobre 10 cm
- uszyłam z pojedynczej warstwy cienkiego punto (to jest to mechacące się) a nie z podwójnej jak zaleca Burda
- gumkę wszyłam po swojemu i jest o niebo lepiej :]
(poza tym skróciłam nogawki)
Teraz zabieram się za szycie kolejnych spodni na lato z tego wykroju, tym razem z mieszanki: bawełna + lycra -> KLIK
Znikam bo czas nagli a robota pali się w rękach ;)
Pozdrawiam!
Sus
| 24 tydzień (+ 2 kg) |
Ostatnie zdjęcie dedykuję Julii czyli Longredthread - żebyś nie pisała "gdzie masz brzuszek?!" ;)
2 grudnia 2012
Spodnie z pazurem- Burda nr 12/2009, model 104
Dziś będzie co nieco o wypustce ze skaju i spodniach, które gościły na blogu już w 2011 roku.
Jak wiecie mam niezłego bzika na punkcie wypustki, strasznie lubię ją wszywać ponieważ kapitalnie podkreśla charakter odzieży. Specjalnie dla Ignez sprowadziłam wypustkę ze skaju i sama przepadłam. Jakie to fajne!
Przy okazji udało mi się kupić włoskie punto, które jest trochę grubsze i nie mechaci się jak to, które kupiłam jakiś czas temu w tekstylnym -> KLIK. Niestety u mnie w okolicy trudno je dostać, mi udało się zakupić 3 m kupon, którego nie oddam za żadne skarby ;)
W ogóle to nie pisałam Wam o spodniach, które zakupiłam u Klaudii a które niemalże zerwałam z tyłka Stefci (na spocie klubowym!) - tak mi się spodobały ;) To czarne legginsy ze wstawkami z mięciutkiej eko-skóry. Świetnie się je nosi, są super wygodne i mają pazura. Kiedyś je tutaj pokażę.
Ale wracając do moich pseudo legginsów...
Nie są tak obcisłe jak typowe legginsy. To model pochodzący z Burdy 12/2009 i pokazywałam je TUTAJ, TUTAJ oraz TUTAJ.
Trochę je przerobiłam po swojemu czyli pozbyłam się paska i zapięcia z przodu (w pasie mają gumkę) oraz rozcięłam nogawki w tyle wprowadzając nowe cięcia.
Wszystkie cięcia oraz karczek podkreśliłam czarną wypustką ze skaju.
I to wszystko.
Fajne są, dobrze się noszą bo nie są typowymi biodrówkami, których nie znoszę.
Przez te pionowe cięcia mocno wydłużają nogi ;) Polecam!
Gdyby kogoś interesowało:
* spodnie - Susanna (Burda)
* bluzka - odziedziczona po Adze :-*
* buty - Deichmann
Pozdrawiam!
Sus
Jak wiecie mam niezłego bzika na punkcie wypustki, strasznie lubię ją wszywać ponieważ kapitalnie podkreśla charakter odzieży. Specjalnie dla Ignez sprowadziłam wypustkę ze skaju i sama przepadłam. Jakie to fajne!
Przy okazji udało mi się kupić włoskie punto, które jest trochę grubsze i nie mechaci się jak to, które kupiłam jakiś czas temu w tekstylnym -> KLIK. Niestety u mnie w okolicy trudno je dostać, mi udało się zakupić 3 m kupon, którego nie oddam za żadne skarby ;)
W ogóle to nie pisałam Wam o spodniach, które zakupiłam u Klaudii a które niemalże zerwałam z tyłka Stefci (na spocie klubowym!) - tak mi się spodobały ;) To czarne legginsy ze wstawkami z mięciutkiej eko-skóry. Świetnie się je nosi, są super wygodne i mają pazura. Kiedyś je tutaj pokażę.
Ale wracając do moich pseudo legginsów...
Nie są tak obcisłe jak typowe legginsy. To model pochodzący z Burdy 12/2009 i pokazywałam je TUTAJ, TUTAJ oraz TUTAJ.
Trochę je przerobiłam po swojemu czyli pozbyłam się paska i zapięcia z przodu (w pasie mają gumkę) oraz rozcięłam nogawki w tyle wprowadzając nowe cięcia.
Wszystkie cięcia oraz karczek podkreśliłam czarną wypustką ze skaju.
I to wszystko.
Fajne są, dobrze się noszą bo nie są typowymi biodrówkami, których nie znoszę.
Przez te pionowe cięcia mocno wydłużają nogi ;) Polecam!
Gdyby kogoś interesowało:
* spodnie - Susanna (Burda)
* bluzka - odziedziczona po Adze :-*
* buty - Deichmann
Pozdrawiam!
Sus
20 czerwca 2012
Ostatnia sesja i ostatnie zdjęcia: spodnie ze Złotego Kroju
Jak można łatwo zauważyć wszystkie wcześniejsze zdjęcia moich "uszytków" były robione jednego dnia: KLIK, KLIK, KLIK i KLIK. Tylko włosy, co zmiana ubrań, robiły się coraz bardziej "ulizane" ;)
Spodnie były fotografowane jako ostatnie. Gdy tylko się w nie "wbiłam", na mojej facjacie pojawił się uśmiech wielkości dorodnego banana połączony z wyrazem ulgi. Uffff wreszcie coś w czym czuję się pewnie i swobodnie. Nie da się ukryć, że uwielbiam tę część garderoby.
Spodnie, które dziś możecie oglądać uszyłam w marcu a pokazywałam je już wcześniej TUTAJ. Jest to model pochodzący ze Złotego Kroju.
Myślę, że dopiero teraz widać jak fajnie leżą i jaki fajny mają kolor. Strasznie podobają mi się w połączeniu z bladoróżowymi dodatkami.
Szyłam je na ostatnią chwilę i niestety teraz muszę wprowadzić dwie małe poprawki:
Pragnę też poinformować, że więcej sesji zdjęciowych raczej już nie będzie. Robert wybywa więc tym samym tracę fotografa, który potrafił zrobić zdjęcia tak, że nie musiałam "obcinać" sobie głowy ;-)
Gdyby kogoś interesowało:
* spodnie - Susanna (Złoty Krój)
* bluzka - Papaya (lumpeks)
* torebka - Atmosphere
* buty - Darbut
* bransoletka - made by Susanna
* pasek - Aldi
Całuski!
Sus
Spodnie były fotografowane jako ostatnie. Gdy tylko się w nie "wbiłam", na mojej facjacie pojawił się uśmiech wielkości dorodnego banana połączony z wyrazem ulgi. Uffff wreszcie coś w czym czuję się pewnie i swobodnie. Nie da się ukryć, że uwielbiam tę część garderoby.
Spodnie, które dziś możecie oglądać uszyłam w marcu a pokazywałam je już wcześniej TUTAJ. Jest to model pochodzący ze Złotego Kroju.
Myślę, że dopiero teraz widać jak fajnie leżą i jaki fajny mają kolor. Strasznie podobają mi się w połączeniu z bladoróżowymi dodatkami.
* po pierwsze skrócić o jakieś 1,5-2 cm. Tak długie nogawki fajnie wyglądają do butów na obcasie ale zakładając baleriny nogawki trą po ziemi :D
* po drugie wszyć szlufki na pasek. Do tej pory praktycznie nie nosiłam ozdobnych pasków i spodni materiałowych (noszę głownie jeansy) i jak nie trudno zauważyć - szlufki są niezbędne aby co chwilę nie poprawiać paska :)
I to wszystko.
Pragnę też poinformować, że więcej sesji zdjęciowych raczej już nie będzie. Robert wybywa więc tym samym tracę fotografa, który potrafił zrobić zdjęcia tak, że nie musiałam "obcinać" sobie głowy ;-)
Gdyby kogoś interesowało:
* spodnie - Susanna (Złoty Krój)
* bluzka - Papaya (lumpeks)
* torebka - Atmosphere
* buty - Darbut
* bransoletka - made by Susanna
* pasek - Aldi
Całuski!
Sus
8 marca 2012
Złotokrojowe spodnie materiałowe
Nie wiem jak to możliwe ale od dobrych kilku lat pomykam wyłącznie w jeansach. Od pewnego czasu nękała mnie natarczywa myśl o uszyciu prostych spodni MATERIAŁOWYCH. Oczywiście, jeans też materiał ale jakiś taki bardziej pospolity.
Na warsztat wzięłam kawał tkaniny o bliżej nieokreślonej nazwie i kolorze także trudnym do zdefiniowania - jakaś mieszanina czerni, brązu i beżu. Na zdjęciach wpada w szarość - na żywo w brąz.
Spodnie miały mieć proste i w miarę luźne nogawki. Fason koniecznie BEZ KIESZENI bo nie znoszę gdy dopasowane w biodrach spodnie mają kieszenie. Brrr. I tak z nich nie korzystam :)
Wybrałam model ze Złotego Kroju. Sam wykrój zmodyfikowałam i dostosowałam do własnego "widzimisię": trochę poszerzyłam nogawki, pozbyłam się kieszeni i podniosłam stan (biodrówki to nie moja bajka). Dość istotną zmianą jest dodanie zaszewek z przodu. Dzięki temu spodnie lepiej leżą w pasie. I to wszystko.
Szyło się je szybko, łatwo i przyjemnie. Kolor tkaniny, na bazie kontrastu, świetnie pasuje do wściekle zielonego "grzybka" znalezionego w lumpeksie.
Podoba mi się też połączenie brązu z luźną, złotawą bluzeczką także wyłowioną w lumpeksie...
... oraz z cienką, bladoróżową bluzką we wzorek kupioną, a jakżeby inaczej, w lumpeksie :)
Pozdrawiam!
Na warsztat wzięłam kawał tkaniny o bliżej nieokreślonej nazwie i kolorze także trudnym do zdefiniowania - jakaś mieszanina czerni, brązu i beżu. Na zdjęciach wpada w szarość - na żywo w brąz.
Spodnie miały mieć proste i w miarę luźne nogawki. Fason koniecznie BEZ KIESZENI bo nie znoszę gdy dopasowane w biodrach spodnie mają kieszenie. Brrr. I tak z nich nie korzystam :)
Wybrałam model ze Złotego Kroju. Sam wykrój zmodyfikowałam i dostosowałam do własnego "widzimisię": trochę poszerzyłam nogawki, pozbyłam się kieszeni i podniosłam stan (biodrówki to nie moja bajka). Dość istotną zmianą jest dodanie zaszewek z przodu. Dzięki temu spodnie lepiej leżą w pasie. I to wszystko.
Szyło się je szybko, łatwo i przyjemnie. Kolor tkaniny, na bazie kontrastu, świetnie pasuje do wściekle zielonego "grzybka" znalezionego w lumpeksie.
Podoba mi się też połączenie brązu z luźną, złotawą bluzeczką także wyłowioną w lumpeksie...
... oraz z cienką, bladoróżową bluzką we wzorek kupioną, a jakżeby inaczej, w lumpeksie :)
Pozdrawiam!
5 października 2011
Pierwsze spodnie ze Złotego Kroju
Te spodnie uszyłam już dwa tygodnie temu. Zatem "recenzja" powinna pojawić się dużo wcześniej. A tu nic. Po prostu szukałam miejsca, w którym popełniłam błąd. I znalazłam :)
W sumie to nie ma się z czego cieszyć...
Generalnie spodnie wyszły bardzo dobrze. Miały być wąskie o prostych nogawkach i dokładnie takie są. Mój ulubiony fason. Wystraszyłam się tylko, że to będą hardcorowe biodrówki ale po wszyciu paska mają idealną wysokość, taką jaką lubię. Nogawki leżą idealnie prosto, nie skręcają się.
A wiec co było nie tak? Pas a dokładnie obwód pasa. Po sfastrygowaniu całości okazało się, że spodnie w biodrach leżą idealnie ale w pasie są za szerokie o jakieś 9 cm!
Przyznam, iż staram się niczego nie spisywać na straty, zawsze doszukuję się jakiś pozytywów ale w tym wypadku zaczęłam powątpiewać w Złoty Krój. Zasiało się ziarenko niepewności, że tak (poetycko) powiem.
Długo kombinowałam co jest nie tak. Doszłam do wniosku, że wina chyba leży po mojej stronie, skoro biodra leżą idealnie a to przecież słaby punkt mojej sylwetki. Nie potrafiłam "wyczaić" błędu. W końcu raz jeszcze przesłuchałam film instruktażowy -> KLIK i doznałam olśnienia: wyznaczając pas zastosowałam wartość obwodu bioder a miałam zastosować wartość obwodu biustu :) I tyle.
Zasady są takie
1. Wszystkie punkty powyżej linii talii i sama talia - wartość obwodu biustu.
2. Wszystkie punkty poniżej linii talii - wartość obwodu bioder.
A ja talię wykreśliłam z obwodu bioder :)
Z dwojga złego lepiej żeby było więcej niż mniej, no nie :) Przynajmniej miałam z czego korygować.
I tym oto sposobem nie zniechęciłam się do Złotego Kroju. Słowem: szyjemy dalej :)
Jeszcze dwa słowa o tkaninie: czarna, elastyczna, dość gruba i dokładnie ta sama co tył koronkowej sukienki. Kolanka mogą się lekko wypychać. Zapewne będzie się trochę mechacić ale mam to cudo...
... wiec się nie martwię :) (zdjęcie pochodzi ze strony producenta)
Pozdrawiam!
W sumie to nie ma się z czego cieszyć...
Generalnie spodnie wyszły bardzo dobrze. Miały być wąskie o prostych nogawkach i dokładnie takie są. Mój ulubiony fason. Wystraszyłam się tylko, że to będą hardcorowe biodrówki ale po wszyciu paska mają idealną wysokość, taką jaką lubię. Nogawki leżą idealnie prosto, nie skręcają się.
A wiec co było nie tak? Pas a dokładnie obwód pasa. Po sfastrygowaniu całości okazało się, że spodnie w biodrach leżą idealnie ale w pasie są za szerokie o jakieś 9 cm!
Przyznam, iż staram się niczego nie spisywać na straty, zawsze doszukuję się jakiś pozytywów ale w tym wypadku zaczęłam powątpiewać w Złoty Krój. Zasiało się ziarenko niepewności, że tak (poetycko) powiem.
Długo kombinowałam co jest nie tak. Doszłam do wniosku, że wina chyba leży po mojej stronie, skoro biodra leżą idealnie a to przecież słaby punkt mojej sylwetki. Nie potrafiłam "wyczaić" błędu. W końcu raz jeszcze przesłuchałam film instruktażowy -> KLIK i doznałam olśnienia: wyznaczając pas zastosowałam wartość obwodu bioder a miałam zastosować wartość obwodu biustu :) I tyle.
Zasady są takie
1. Wszystkie punkty powyżej linii talii i sama talia - wartość obwodu biustu.
2. Wszystkie punkty poniżej linii talii - wartość obwodu bioder.
A ja talię wykreśliłam z obwodu bioder :)
Z dwojga złego lepiej żeby było więcej niż mniej, no nie :) Przynajmniej miałam z czego korygować.
I tym oto sposobem nie zniechęciłam się do Złotego Kroju. Słowem: szyjemy dalej :)
Jeszcze dwa słowa o tkaninie: czarna, elastyczna, dość gruba i dokładnie ta sama co tył koronkowej sukienki. Kolanka mogą się lekko wypychać. Zapewne będzie się trochę mechacić ale mam to cudo...
... wiec się nie martwię :) (zdjęcie pochodzi ze strony producenta)
Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)







